poniedziałek, 5 grudnia 2016

Czytam: Remigiusz Mróz: "Behawiorysta"

Ta książka wciągnęła mnie od pierwszego zdania. Gdzieś na trzydziestej drugiej stronie poczułam się, jakbym dostała strzał między oczy. Dosłownie. Pierwszy raz od dawna pomyślałam sobie podczas lektury: "o k@#!?!" i od razu musiałam się tym z Wami podzielić na Instagramie... Ta książka rozłożyła mnie na łopatki i jeszcze trochę czasu zajmie mi pozbieranie się po niej. Remigiusz Mróz po raz kolejny udowodnił, że potrafi czytelnika zaskoczyć, trzymać w napięciu i sprawiać, że zarywa się noce. Ale teraz jeszcze zmusza do myślenia...

Przyznam, że po "Behawiorystę" sięgałam z pewną nieśmiałością. Tak, poczytałam o tej pozycji w sieci i trochę się jej bałam: bo krwista, bo mocna, bo brutalna. Teraz, już po lekturze, muszę powiedzieć, że to prawda. Ale najbardziej brutalny był autor w stosunku do czytelnika, bo postawił przed nim pytania, na które trudno odpowiedzieć.

Historia, w której nie ma przypadków

O tym, że pomysł na tę powieść zrodził się podczas jakiegoś konwersatorium na studiach, Remigiusz Mróz pisze w posłowiu. Napisał też: "Nie chciałem tego robić. W pewnym momencie uparłem się, ze skasuję plik z tekstem, zanim ktokolwiek przeczyta choćby pierwsze zdanie".
Na szczęście tego nie zrobił. Na szczęście ktoś z wydawnictwa Filia przeczytał pierwsze zdanie i wszystkie kolejne. I zgodził się wydać "Behawiorystę", dostarczając nam tym samym rewelacyjnej lektury - świetnej, trzymającej w napięciu powieści sensacyjnej, która być może szokuje, być może jest brutalna, ale jest bardzo mocną i bardzo dobrą książką.

Cała historia zaczyna się w przedszkolu, w którym pewien szaleniec wziął jako zakładników dzieci i pracowników. Na miejsce przybywają oczywiście wszystkie służby. Zostaje też ściągnięty pewien były prokurator, który został dyscyplinarnie usunięty ze stanowiska, ale który jest specjalistą z zakresu komunikacji niewerbalnej. Wydaje się, że jest niezbędny służbom, które nie radzą sobie ze sprawą. Tymczasem ta mocno się komplikuje, bo nadawana na żywo transmisja z porwania pojawia się w sieci, a wszyscy, którzy ją oglądają zostają wciągnięci w pewną okrutną grę prowadzoną przez porywacza. Grę, która daje widzom niemal nieograniczone poczucie władzy, poczucie, że mogą decydować o czyimś życiu lub śmierci...

Jak się wkrótce okazuje, porwanie w przedszkolu jest jedynie preludium do dalszych wydarzeń, w których rozwoju nic nie jest przypadkowe: ani miejsca kolejnych zbrodni, ani ofiary, ani... postać wciągniętego w całą tę historię Gerarda Edlinga...

Dylemat wagonika

Owszem, "Behawiorysta" nie jest powieścią łagodną. Są tu brutalne, krwawe zbrodnie, choć niewątpliwie ich opisom dużo jeszcze brakuje do pełnego naturalizmu. Przede wszystkim jednak wszystkie te mocne sceny są książce potrzebne, mają swoje uzasadnienie w fabule.

Pisząc o "Behawioryście", że to książka mocna i brutalna, mam na myśli jednak inny rodzaj brutalności. Mróz w swojej powieści mocno dał popalić psychice czytelnika. Poruszył tu problem podejmowania decyzji, odpowiedzialności za tę decyzję i wspomnianego już poczucia władzy nad czyimś życiem. Autor wykorzystał tu tzw. "dylemat wagonika" (genialnie zresztą wykorzystany także do promowania książki), który zakłada hipotetyczną sytuację, w której należy podjąć decyzję, jakim torem puścić rozpędzony wagonik - czy tym, na którym wagonik potrąci pięcioro ludzi, czy tym, na którym potrąci tylko jedną osobę (obie wersje kończą się śmiercią potrąconych). Wariacji tego dylematu jest zresztą wiele, o czym też dowiedzieć się można podczas lektury "Behawiorysty". Mróz bardzo umiejętnie wplótł zdarzenia, które ów dylemat wagonika przypominają w fabułę. I to w taki sposób, że czytelnik sam zaczyna zastanawiać się, jak w danym konkretnym momencie by się zachował. I powiem Wam jedno: to daje domyślenia, sprawia, że o książce trudno zapomnieć bardziej niż krwawe opisy, przed którymi niektórzy przestrzegają..
.
Ale to dobrze, bo dzięki temu "behawiorysta" zmusza do myślenia, do lepszego poznania siebie. Jak pisze autor: "Mam nadzieję, że (...) wspólnie zastanowiliśmy się nad pewnymi rzeczami i zajrzeliśmy w głąb swojej duszy. I że nie przeraziło nas to, co tam zobaczyliśmy."

"Behawiorysta" to powieść dla tych, którzy nie boją się takiej, często dość niewygodnej, podróży do zakamarków własnej duszy. To, powtórzę to raz jeszcze, mocna i brutalna, ale bardzo dobra powieść. Dla miłośników wartkiej akcji, dobrej sensacji, lektury, w której co i rusz natykamy się na niespodziewane zwroty akcji, ale w której pod tak świetnie skonstruowaną fabułą, kryje się drugie dno. To powieść, po lekturze której trudno się otrząsnąć...

P.S. "Behawiorystę" w formie ebooka kupicie w fajnej cenie TUTAJ.




2 komentarze:

  1. Osobiście Mroza uwielbiam i choć czasami mam mieszane uczucia co do lektury jego powieści to jednego nie można mu odmówić - potrafi wodzić za nos czytelnika i w odpowiednim momencie zaskoczyć :) Nie mogę się już doczekać, kiedy przeczytam "Behawiorystę" :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dobrze to ujęłaś. Czasem mam wrażenie, że autor trochę za mocno 'kopie" swojego bohatera, czasem mam wrażenie, że elementy fabuły są mało prawdopodobne, a "krwiste" opisy zbyt dosłowne. A jednak... nie mogę się oderwać od książek Mroza i za każdym razem udaje mu się mocno mnie zaskoczyć... A w przypadku "Behawiorysty" nie chodziło tylko o dobrą sensacje, ale o coś więcej, jakiś problem psychologiczny, socjologiczny. I t sprawiło, ze to chyba jedna z lepszych książek Mroza...

      Usuń