poniedziałek, 12 grudnia 2016

Dzieci czytają: Nela mała reporterka

To nieprawda, że dzieci nie chcą czytać! Sądząc po tłumach, jakie przyszły w minioną sobotę na spotkanie z Nelą, autorką podróżniczych książek dla dzieci, ośmielam się stwierdzić, że czytelnictwo w Polsce jednak ma przyszłość!
Książki Neli na półce mojego dziecka
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że duża w tym zasługa dorosłych. W końcu to oni podtykają swoim pociechom pozycje, które mogą ich zainteresować. Wśród takich pozycji na pewno jest seria książek Neli...

Powiem wprost: tymi książkami zachwycam się ja i zachwyca się mój pięcioletni syn. Czytanie kolejnych przygód dziewczynki niewiele starszej od niego i dzięki temu odkrywanie świata sprawia nam obojgu niezwykłą przyjemność! Te książki to pozycje obowiązkowe w biblioteczce każdego dziecka!

Fenomen Neli

Kiedy dotarliśmy na spotkanie autorskie z Nelą, tłumy, jakie tam zobaczyliśmy, troche mnie przeraziły. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że było to dwa, trzy razy więcej ludzi niż zazwyczaj, bo każde dziecko musiało przyjść z rodzicami. Wystarczy powiedzieć, że po autograf w książce czekaliśmy w kolejce półtorej godziny (nie liczę godzinnego wystąpienia Neli, kiedy dzieci słuchały, oglądały filmy i brały udział w konkursach, a rodzice już zajmowali kolejkę!). A byliśmy mniej więcej w jednej czwartej długości tejże kolejki! Nawet nie chcę pytać, jak długo czekali ci, którzy przyszli później i stali na samym końcu...

Wyraźnie widać zainteresowanie książkami
Takie tłumy młodych czytelników świadczą jednak o tym, że książki Neli po prostu cieszą się ogromną popularnością. Z pewnością pomaga w tym fakt, że Nela prowadzi też swój program w telewizji, więc część dzieciaków zna ją bardziej z ekranu niż z książki. Ale i tak mamy tu do czynienia z pewnym fenomenem. Oto kilkunastoletnia (w tej chwili dwunastoletnia chyba) dziewczynka podróżuje po świecie, opowiada o swoich przygodach i... zdobywa rzesze fanów. Chyba się nie pomylę, jeśli stwierdzę, że jest taką podróżniczką-celebrytką, której popularność można porównać do popularności osób takich jak Wojciech Cejrowski, Beata Pawlikowska (choć ta ostatnio bardziej niż an podróżach skupia się na innych sprawach) czy Martyna Wojciechowska!

Trzeba jednak przyznać, że Nela nie gwiazdorzy. owszem - jest popularna. Owszem - widać już, że dokładnie wie, jak ustawić się do zdjęcia, jak zachować się na spotkaniu autorskim, ma wyrobiony podpis. Ale ma też wiele do powiedzenia! O ile bowiem można jeszcze pomyśleć, że informacje w książkach umieszcza ktoś inny, że programy z udziałem Neli są reżyserowane, o tyle na spotkaniu było widać, że naprawdę wie, o czym opowiada. A swoją wiedzą na temat odwiedzanych miejsc i spotkanych tam ludzi czy zwierząt może zawstydzić niejednego dorosłego! Sama z każdej książki dowiaduje się czegoś nowego (a przecież uwielbiałam w szkole geografię!).

Kilka słów o samych książkach

Ogrom informacji, jakie można znaleźć w książkach Neli to jednak tylko pierwsza z ich zalet. Drugą jest fakt, że pisała je dziewczynka mniej więcej w wieku odbiorców. I choć z pewnością te książki zostały poddane obróbce redakcyjnej to ich język jest taki, że dzieci na pewno zrozumieją wszystko, o czym w nich mowa. Dodatkowym atutem są tu liczne pytania do czytelnika. Potrafią one zmusić młodego odbiorcę do myślenia, do zastanowienia się nad tematem każdej kolejnej podróży i do... poznawania świata!

Do tej pory wydano (nakładem wydawnictwa National Geographic) sześć książek. Ostatnia, najnowsza o Kole Podbiegunowym, niedawno trafiła do księgarń. We wszystkich książkach znajdziemy opisy przeróżnych przygód, dzięki którym nasze dzieci poznają ciekawe gatunki zwierząt, zdobędą interesujące informacje na temat ludzi zamieszkujących odległe kraje i... rozbudzą swoją ciekawość świata!

Najnowsza książka z Neli z autografem
Dużą rolę odgrywa tu też pewnie przepiękne wydanie tych książek. Wydrukowane na wysokiej jakości papierze, uzupełnione przepięknymi zdjęciami i przejrzystymi mapkami sprawiają, że czytanie tych pozycji to sama przyjemność! I dla dzieci i dla dorosłych. Naprawdę - jestem niemal taką samą fanką tych książek, jak mój syn!

Jedna rzecz tylko trochę mnie denerwuje: takie skakanie z tematu na temat. Oprócz ostatniej książki, tej o Kole Podbiegunowym, gdzie przygody są w jakiś sposób ze sobą powiązane - wszystko dzieje się w tych szerokościach geograficznych, gdzie jest raczej zimno, kolejne przygody pogrupowane w kolejnych tomach praktycznie nie mają ze sobą związku. Dla mnie wprowadza to trochę chaosu: najpierw razem z Nelą przeżywamy przygodę w Etiopii, by za chwilę przenieść się do Birmy i potem znów... do Etiopii. Nie wiem, czy chodzi o to, by poprzez takie zmiany tematu utrzymać zainteresowanie najmłodszych, ale mnie to po prostu denerwuje. Muszę się mocno skoncentrować, by opisywany gatunek zwierzęcia odpowiednio umiejscowić geograficznie i kilka dni po lekturze nie pomylić miejsca występowania na przykład kaszalotów czy dżelbabów! Od razu jednak podkreślam, że mojemu dziecku wcale to nie przeszkadza. I on doskonale wie, o czym czytamy i gdzie dane zwierzę żyje!

Być jak Nela

W kontekście książek Neli jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju. Sama Nela i jej, nie wiem, jak to dobrze napisać: życie? prywatność? W końcu to jeszcze dziecko. Dziecko, które musi się uczyć. Owszem - podróżując spełnia swoje marzenia, a przy okazji dzieli się wiedzą i ciekawością świata z innymi. I za to nalezą jej się brawa. Ale jednak... te wszystkie spotkania autorskie, to życie ciągle na walizkach...

Stojąc w kolejce po autograf na spotkaniu autorskim usłyszałam, jak pewni rodzice dyskutowali na temat tego, czy chcieliby, żeby ich dziecko było taką Nelą. mama argumentowała, ze przecież to musi być fajne - tak jeździć po świecie, odwiedzać różne plemiona, podpatrywać różne zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Ale tata zwracał uwagę na te bardziej prozaiczne rzeczy: na zmęczenie ciągłą podróżą, życie na świeczniku, bycie młodą gwiazdą. Na kwestie szkoły, kwestię funkcjonowania w grupie rówieśniczej, kwestię choćby takiej ciężkiej pracy na spotkaniach autorskich... No tak, wszystko ma swoje plusy i minusy. Nela chyba lubi to swoje życie i póki tak jest - niech podróżuje. I niech opowiada o tym naszym dzieciom. Bo dzięki jej książkom nasze pociechy uczą się ciekawości świata, otwartości na to, co inne i miłości do dzikiej przyrody! I za to Neli, jako rodzice, powinniśmy być wdzięczni!




4 komentarze:

  1. Wspaniale, że powstają takie książki dla najmłodszych. Bo kiedy wzbudzać w człowieku zainteresowanie światem, jak nie wtedy, kiedy ten człowiek jest jeszcze małych, wszystkiego ciekaw i chętnie chłonący wiedzę? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozycje Małej Reporterki poznałam już jakiś czas temu. Czyta je moja Córa, sięgają po nie moi uczniowie i podczytuję je ja :)
    Pamiętam jak w tamtym roku, podczas koncertu WOŚP w Warszawie, dzieciaki lgnęły do Neli, a Ona każdemu podpisała książkę, do każdego się uśmiechnęła. Naprawdę sympatyczna i przemiła dziewczynka. Musi lubić to swoje publiczne życie i cieszyć się nim ogromnie, a przy tym ma tak wiele do zaoferowania, że byłaby wielka szkoda, gdyby nagle przestała pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mam wrażenie, ze póki co - ona to lubi! I ja uwielbiam jej książki, naprawdę. Moje dziecko też! nie sposób odmówić im walorów edukacyjnych...
      Ale jednak gdzieś mam wrażenie, że Nela powoli z ciekawej świata dziewczynki staje się... produktem marketingowym, jak to określiła moja koleżanka. I mam nadzieję, że to jej nie zniszczy w jakikolwiek sposób...

      Usuń