środa, 7 grudnia 2016

Non-fiction: "Dzieci Norwegii" Macieja Czarneckiego

Lubię czytać reportaże. Nie tylko dlatego, że są ciekawym urozmaiceniem wśród tak wielu książek fabularnych, ale przede wszystkim dlatego, że poszerzają moje horyzonty.
Dzięki tego typu publikacjom mam szansę poznać fakty, które dotychczas mi umykały, wgryźć się w interesujące mnie tematy lub spojrzeć na różne rzeczy z innej perspektywy. Tak było właśnie z książką Macieja Czarneckiego "Dzieci Norwegii"...

Zwróciłam na tę książkę uwagę z powodu okładki. Ubrana na pomarańczowo postać dziecka, które biegnie, na jakimś szarym tle (jak mniemam to norweska ulica), skojarzyła mi się jednoznacznie - z uciekającym więźniem. Podejrzewam, że taki był pewno zamiar autora zdjęcia - miało szokować, intrygować i w ten sposób zachęcać do lektury.



Norwegia - europejski raj na ziemi?

W tej chwili w Norwegii żyje nawet kilkaset tysięcy Polaków. Wyjechali, w poszukiwaniu lepszego życia: wyższych zarobków, lepszych perspektyw, chęci życia w państwie, które bardzo mocno troszczy się o wszystkich mieszkających w nim ludzi proponując różnorodną pomoc w bardzo szerokim zakresie. Jak jednak wynika z książki Czarneckiego okazuje się, że czasem te zalety mogą obrócić się przeciw obywatelom (i imigrantom). A pomoc państwa, która w założeniu ma zapewnić jego mieszkańcom dobrobyt, jak najlepsze warunki, ale też ma na celu kształtowanie jak najsprawniej działającego społeczeństwa, zabiera niektórym ludziom poczucie bezpieczeństwa...

Wszystko zaczęło się od głośnej historii, w której norweski Barnevernet - instytucja zajmująca się czuwaniem nad prawidłowym rozwojem i funkcjonowaniem dzieci w społeczeństwie - odebrał dzieci jednej z polskich rodzin. Jak się okazuje to nie był jedyny przypadek. W Norwegii funkcjonuje prawo, w myśl którego odebranie dzieci rodzinie, w stosunku do której zachodzi podejrzenie, że coś w niej nie funkcjonuje, jak powinno, jest dość częste. Teoretycznie to dobrze - chyba każdy zgodzi się z przekonaniem, że jeśli dziecku w jego rodzinie dzieje się krzywda: jest bite, molestowane, chodzi głodne i brudne, trzeba zrobić cokolwiek, by zapewnić temu dziecku bezpieczeństwo, otoczyć je odpowiednią opieką, a nawet powierzyć rodzinie zastępczej. Problem polega na tym, co cały czas podkreśla Maciej Czarnecki, że moment, w którym Polak godzi się na takie działanie instytucji pomocowych jest inny, niż moment, w którym na takie działanie pozwala społeczeństwo norweskie. W Norwegii powodem do odebrania dziecka rodzicom jest choćby cień podejrzenia, że dziecko dostało klapsa od rodziców. Poza tym, sprawa odbywa się bardzo szybko - nawet w ciągu jednego dnia podejmowana jest decyzja, która na zawsze zmienia życie rodziny.

Nie tylko problem Polaków

Takie zachowanie Barnevernetu szokuje Polaków. Co więcej sprawia, że część polskich rodzin żyjących w Norwegii żyje w ciągłym strachu, że któregoś dnia zadzwoni telefon i rodzice po prostu zostaną poinformowani, że ich dzieci przechodzą pod opiekę kogoś innego, a im samym przysługują spotkania z pociechami raz w tygodniu/miesiącu/na kwartał. Oczywiście od tych decyzji można się odwołać, oczywiście możliwe (i bardzo częste) są sytuacje, gdy po zbadaniu sprawy dzieci wracają do swoich domów. Ale...

No właśnie, zawsze jest to przysłowiowe "ale". To pytanie, które w trakcie lektury wciąż kołacze się z tyłu głowy: czy Norwegia w tej swojej trosce o dobro dzieci przypadkiem nie przesadza? Czy nikt nie rozumie, że często odebranie dzieciaków rodzicom na kilka tygodni może być dla tych dzieci ogromną traumą, która będzie miała niebagatelny wpływ na ich dalsze życie i funkcjonowanie w szkole, w grupie rówieśniczej czy ogólnie - w społeczeństwie?

Czarnecki podkreśla jednak, że wbrew temu, co powszechnie się sądzi, Barnevernet nie skupia się w swoich działaniach jedynie na Polakach, nawet nie na wszystkich imigrantach. Oczywiście, w przypadku ludzi pochodzących z innych kultur sprawa jest bardziej skomplikowana, bo inne jest rozumienie prawidłowego funkcjonowania rodziny. Ale autor reportażu powołuje się na dane, z których jasno wynika, że odsetek dzieci odebranych polskim rodzinom, rodzinom imigranckim ogólnie i rodzinom norweskim jest mniej więcej podobny. Już samo to powinno dać czytelnikowi do myślenia i zmusić do zrewidowania swojej oceny całej sytuacji.

Dwie strony medalu

Czarnecki w swojej książce stara się nie oceniać. Prezentuje poszczególne przypadki odebrania dzieci rodzicom. Trzeba przyznać, ze część tych interwencji była w pełni uzasadniona. Część jednak to przykład ogromnych zaniedbań ze strony państwowych instytucji, a niektóre (przedostatnia historia opisana w książce - historia, która mocno zapadła mi w pamięci) zakrawają wręcz na tragifarsę.

Trzeba jednak przyznać autorowi, że postarał się zgłębić temat najbardziej, jak się dało. Oprócz przedstawienia wersji poszkodowanych rodziców (do dzieci, które zostały rodzicom odebrane niestety nie udało mu się dotrzeć), przedstawia też opnie naukowców i polityków. Nie udało mu się porozmawiać o konkretnych sprawach z przedstawicielami Barnervernetu, ponieważ ta instytucja z założenia, po to, by chronić swoich podopiecznych, nie rozmawia na ten temat - nie może więc również odpowiadać na stawiane jej zarzuty.

Jedno jest pewne: książka "Dzieci Norwegii" to przykład naprawdę rzetelnie wykonanej reporterskiej pracy. To pozycja, po którą warto sięgnąć jednak także z innego powodu: ta książka naprawdę zmusza do myślenia, do przyjrzenia się pewnym sprawom z innego, niż dotychczas, punktu widzenia. W trakcie lektury nie tylko inaczej spojrzałam na Norwegię, jako państwo, ale też... na swoje podejście do wychowania dziecka. Bo być może to Norwegowie choc w części mają rację? Bo być może nasze, polskie podejście do tematów takich jak choćby spędzanie czasu z dzieckiem (o temacie klapsów nie wspominając) też pozostawia wiele do życzenia? Mnie książka Czarneckiego zmusiła do myślenia i choć niektóre historie niepokoiły, inne fragmenty oburzały to... ten reportaż na pewno spowodował pewną refleksję, która i mnie, i mojemu dziecku wyjdzie na dobre!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz