poniedziałek, 19 grudnia 2016

Seria z miotłą - o trzech książkach niebanalnych


Zazwyczaj lubię czytać takie książki, na które akurat mam ochotę. Nie kieruję się przy wyborze lektury wydawnictwem czy, tym bardziej, serią wydawniczą. Już dawno nie odczuwam przymusu, by przeczytać wszystkie pozycje z danej serii, jeśli przeczytałam jedną, dwie lub trzy...

A jednak zdarzają się takie serie, ktore stanowią pewną gwarancję wysokiej jakości. Wiem, czego spodziewać się po wydanych w ich ramach lekturach. Tak jest na przykład z serią Reportaż wydawnictwa Czarne. Tak jest też z serią Z miotłą wydawnictwa W.A.B.





Kilka słów o samej serii


Nazwa serii sugerować by mogła lektury lekkie i przyjemne, z gatunku tych określanych mianem literatury kobiecej. Do przeczytania między posprzątaniem mieszkania, a ugotowaniem obiadu dla całej rodziny. Zanim sięgnęłam po pierwszą przeczytaną przeze mnie pozycję z tej serii byłam przekonana, że to książka niezbyt wymagająca. Okazało się jednak, że to opowieść o kobietach postawionych w szczególnej sytuacji...
Seria Z miotłą to seria książek pisanych przez kobiety z różnych stron świata. Lektury dobierane sa bardzo starannie: to historie, dla których stworzono bogate tło historczno-kulturowe. Lektura tych powieści pozwala więc przenieść się w czasie i przestrzeni: poznawać losy różnych narodów, kulturę różnych ludzi. Choć oczywiście główną rolę odgrywają tu historie jednostek - bohaterów, którzy muszą zmierzyć się z tajemnicami i demonami przeszłości albo po prostu są postawieni w sytuacji granicznej, kryzysowej.
Oczywiście mogę tu mówić jedynie na podstawie pozycji, które już przeczytałam. Patrzac jednak na nazwiska autorów i tytuły książek, można mieć nadzieję, że kolejne książki będą pod tym względem podobne...
Ostatnio miałam okazję przeczytać trzy książki z tej serii. Różne, bo traktujące o zuepłenie różnych kulturach i zupełnie różnych problemach. A jednocześnie podobne, bo tak samo wciągające, niepokojące i fascynujące...

Tragiczny exodus Ormian - "Listy pachnące tymiankiem" E. Makis

W Polsce o Ormianach i ich tragicznej historii mówi się niewiele. A przecież czytając książkę Makis nie można oprzeć się wrażeniu, że skądś zna się opisane w niej wydarzenia. Tyle, że nie miały miejsca na terenach Turcji czy Cypru, ale... w Polsce, w czasach Holocaustu... Przyznam, że nie tego się spodziewałam. Sięgając po książkę wiedziałam, że będzie tu jakaś rodzinna tajemnica, poszukiwanie własnej tożsamości przez bohaterkę i echa tragicznej historii Ormian (o której wiedziałam bardzo niewiele, praktycznie nic). Tymczasem długo nie mogłam otrząsnąć się po opisach wydarzeń, które miały miejsce po wypędzeniu Ormian z ich domów. I jeszcze po opisach tego, co działo się w syryjskim sierocińcu... Tak, lektura była trudna...
Ale nie tylko tragedia była opisana w tej książce. Bo było tu też miejsce na miłość. Na odkrywanie swojego miejsca na świecie i... radości życia! Dzięki temu książka nie jest smutna, choć wstrząsająca. A w ostatecznym rozrachunku historia opisana przez Makis daje raczej nadzieję i napawa optymizmem, że los może odwórcić się nawet w obliczu wielkich tragedii; całego narodu i rodziny...
Polecam tę powieść dlatego, że czytanie jej może stać się fascynującą podróżą, odkrywaniem rzeczy dotąd kompletnie nieznanych i po prostu piękną przygodą. I jeszcze ta niezwykle romantyczna, intrygująca okładka... 

Podróż w świat orientalnych smaków - "Zupa z granatów" M. Mehran

"Zupa z granatów" Marszy Mehran była pierwszą książką z serii, po którą sięgnęłam. To również pierwszy tom trzytomowej historii o trzech siostrach, które uciekając przed irańską rewolucją i własnymi demonami przeszłości osiedlają się w małym irlandzkim miasteczku. Tu też nie jest kolorowo. Muszą zaparcować sobie na akceptację otoczenia i spełnienie swoich marzeń: o otwarciu własnej kawiarni i o znalezieniu w końcu bezpiecznej przystani...
Tak jak w "Listach pachnacych tymiankiem" mamy tu dość porażające opisy tego, co działo się w ogarniętym rewolucją Iranie. Mamy też historię miłosną i próby poradzenia sobie z trudymi wspomnieniami. A do tego: opisy egzotycznych potraw (z przepisami!), tak niesamowite, że niemal czuje się ich zapach i smak...
"Zupa z granatów" to fascynująca lektura. Książka z tych, o których trudno jest zapomnieć. Nie jest to jednak książka do czytania w jeden wieczór. Choć nie jest długa, warto ją smakować. Jak tytułową zupę z granatów...

Zaskakujące wyznanie i pewna dluga noc w Hiszpanii - "Półsłówka" B. Busquets

Książki B. Busquets polecano mi już dawno. Jednak dopiero teraz, przy okazji wizyty w bibliotece, wpadła mi w ręce jej powieść "Półsłówka". Wypożyczyłam impulsywnie. Wcale nie miałam zamiaru, bo przecież przyszłam po coś zupełnie innego. Ale nie żałuję. Wręcz przeciwnie. Lektura tej opowieści okazała się kolejną fascynująca przygodą.
Tym razem podczas lektury przeniosłam się do Katalonii. To dość charakterystyczna część Hiszpanii - piękna, choć mocno separatystyczna. także dzisiaj. Do dziś można tu spotkać się też z dużą niechecią do "tych z Madrytu". A trzydzieści lat temu ta niechęć była silniejsza... I to właśnie ona, między innymi, spowodowała, że historia opisana w książce potoczyła się tak, jak się potoczyła. 
Jednak nie tylko o nacjonalistyczne motywy tu chodzi. Dużo wazniejszy był honor rodziny. Honor, który należało chronić mimo wszystko. Nawet okłamując najbliższych i w samotności borykać się z własnymi demonami.
Cała historia rozpoczyna się nietypowym wyznaniem umierajacego ojca, który tuż przed śmiercią wyznaje trójce swoich dzieci, że zabił człowieka. Nic więcej jednak nie jest już w stanie powiedzieć. Umiera, pozostawiając swoje dzieci z własnymi myślami. Każde z nich wraca wspomnieniami do wydarzeń z przeszłości. Każde z nich po raz kolejny mierzy się ze swoją tajemnicą.
Ciekawy jest sposób prowadzenia narracji: czas teraźniejszy przenika się z przeszłością bez najmniejszego ostrzeżenia. Trochę to może utrudniać lekturę, ale jest też bardzo ciekawe. Tym bardziej, że wspomienia poszczególnych osób są ułożone w odpowiedniej kolejności tak, by odkrywać przed czytelnikiem coraz więcej, by dopiero na końcu uzyskał on pełen obraz sytuacji. Obraz zaskakujący. Taki, którego na początku w ogóle byśmy się nie spodziewali, ale który w trakcie lektury powoli już zaczynamy przeczuwać.
"Półsłówka" to książka, po którą na pewno warto sięgnąć. Przekonała mnie do autorki. I do tego, że seria Z miotłą oferuje ciekawe i intrygujace lektury.

 W najbliższym czasie zamierzam znów sięgnąć po jedną z nich (pisałam o tym w poście dotyczącym wyzwań książkowych). A potem pewnie po kolejną i kolejną. I choć nie chodzi o to, by po kolei odhaczać kolejne pozycje wydane w ramach serii to wiem, że chętnie przeczytalabym większość z nich...

A Wy czytacie seriami? Macie jakieś swoje ulubione? A może wcale nie warto się tym kierować przy wyborze lektury? Podzielcie się swoją opinią w komentarzu!

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam żadnej z tych książek i chyba o nich też nie słyszałam. Ale zaciekawiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze Cię zainteresowałam;) Moze kiedyś uda Ci się dotrzeć do tych pozycji;)

      Usuń
  2. Uwielbiam tę serię <3 Czytam ją już od lat, a zaczęłam od jednej z moich ulubionych pisarek w ogóle, czyli Majgull Axelsson :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jeszcze nic Axelsson nie czytałam... Ale bardzo, bardzo chcę;)

      Usuń
  3. najbardziej zainteresowały mnie Półsłówka, jednak jestem zrażona do całej serii jedną nieudaną lekturą: Ja Tituba, czarownica z Salem zupełnie mi się nie podobała. ale to nie znaczy, że przekreślam serię z miotłą. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie "Ja Tituba" intryguje... A teraz muszę spróbować, zeby sprawdzić, czy rzeczywiście nie jest najlepsza... A "Półsłówka" polecam;)

      Usuń