piątek, 9 grudnia 2016

Trzy Małpy i dwie powieści (dzięki którym bedziecie się śmiać)

Wieść gminna niesie, że gdy Trzy Małpy spotkają się, na przykład na targach książki, nie da się tego nie zauważyć. Jest głośno, jest śmiesznie, jest... istny zlot czarownic. Takich, które nie tylko czarują swoim pisaniem, ale i powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu!


Te Trzy Małpy to Liliana Fabisińska, Natasza Socha i Magdalena Witkiewicz. Autorki znane i przez polskich czytelników (czytelniczki zwłaszcza!) bardzo lubiane. Wszystkie trzy tworzą powieści, które są lekkie i zabawne, ale w swoim dorobku mają też książki poruszające tematy trudniejsze, zmuszające do zastanowienia się głębiej nad różnymi kwestiami. Zresztą nawet w tych "lekkich i przyjemnych" historiach odnaleźć można fragmenty, które coś jednak zmieniają w naszym patrzeniu na świat...



Dwie powieści, które czytałam dla relaksu

Po lekturze mocniejszych książek, takich jak "Behawiorysta" Remigiusza Mroza czy ciekawy, acz nieco poruszający reportaż "Dzieci Norwegii" Macieja Czarneckiego, zapragnęłam lektury lżejszej. Takiej, która idealnie pasowałaby do kieliszka dobrego wina i która wywoływałaby na twarzy uśmiech. Miałam szczęście, bo udało mi się dorwać dwie książki, które nie tylko mnie zrelaksowały, ale powodowały niekontrolowane wybuchy śmiechu. A przy tym dostarczyły pewnej refleksji. Życiowej, że tak to określę...

"Awaria małżeńska" to powieść napisana wspólnie przez Nataszę Sochę i Magdalenę Witkiewicz. Cała historia zaczyna się do kota, a właściwie od spóźnionego obiadu, chociaż nie - chyba od zbitej wazy, czy może jednak jakiegoś rozczarowania miłosnego pewnego pracownika poczty. Grunt, że w wyniku pewnego splotu wydarzeń (albo po prostu; wypadku komunikacyjnego) dwie kobiety - matki i żony - trafiają do szpitala na oddział chirurgii urazowej. To wymusza na ich partnerach ogarnięcie domu i dzieci. I tu zaczyna się prawdziwa awaria małżeńska. Okazuje się, że panowie... hmmm... starczy rzec, że dość trudno odnaleźć im się w całej sytuacji i wszystko ogarnąć. To oczywiście powoduje szereg bardzo zabawnych sytuacji: a to pomylenie klasy dziecka podczas wywiadówki, a to zatrudnienie do opieki nad pociechami pani, która.. ornitologiem na pewno nie jest, choć jak sama mówi, zawodowo zajmuje się ptaszkami. Właściwie cała powieść jest jakby zbiorem takich komicznych sytuacji, dodatkowo opisanych w taki sposób, że po prostu śmiechu nie da się powstrzymać.

"Weranda na Czarcim Cyplu" to z kolei książka autorstwa Liliany Fabisińskiej. Powieść jest drugim tomem cyklu "Jak pies z kotem" i kontynuuje losy bohaterek znanych już z "Sanatorium pod Zegarem". Tym razem akcja przenosi się jednak z Ciechocinka na Hel, a właściwie najpierw do Warszawy, potem nad morze. I znów mamy morderstwo, w które zamieszane są nietypowe przyjaciółki: starsza (no półwiecze ma już dawno za sobą) ekscentryczna Natalia i dużo od niej młodsza, ale bardziej poukładana (zbyt bardzo, mówiąc szczerze) Nina, która po wypadku i niezbyt fajnym zachowaniu narzeczonego (teraz już chyba byłego), musi stanąć na nogi. Wszystko komplikuje fakt, że zostaje zabita żona mężczyzny, który był największą miłością Natalii. I wszystko wskazuje na to, że właśnie starsza pani przyczyniła się do tej zbrodni. Nina z kolei, oprócz borykania się z rożnymi problemami firmy, uporania się z kwestią oskarżenia o pomoc Natalii w dokonaniu morderstwa, musi jeszcze pozbyć się pechowej sukni ślubnej, co wcale nie okazuje się proste. Oczywiście perypetie bohaterek są opisane w sposób niezwykle zabawny, takim językiem, że od powieści nie tylko nie można się oderwać, ale tych ponad 450 stron czyta się naprawdę szybko...

Do śmiechu i do refleksji

Wspomniałam już, że obie pozycje gwarantują mnóstwo dobrej zabawy. Ale nie znaczy to wcale, że te książki, oprócz poprawy humoru, nie wnoszą nic więcej. Prawda jest taka, że mimo lekkiego języka i zabawnych perypetii bohaterów, powieści te zmuszają do zastanowienia się nad niektórymi sprawami. "Awaria małżeńska" to nie tylko zbiór zabawnych scen z życia rodzinnego, ale także pewna diagnoza problemów małżeńskich. Bo to wcale nieprawda, ze faceci są beznadziejni (w książce trochę to chyba przekoloryzowano) i do niczego się nie nadają, ale o to, że kobiety po prostu nie dopuszczają ich do wykonywania różnych obowiązków. A jeśli już dopuszczą - cały czas narzekają, że coś jest zrobione nie tak. Panowie więc wolą się wycofać: z życia domowo-rodzinnego. Czytając tę powieść uświadomiłam sobie, że jestem do bohaterek troszkę podobna, bo sama też często wole po prostu wyręczyć męża, a potem się wściekam, że nic nie robi. I wiecie co? Autorki zmusiły mnie do tego, by nieco zrewidować swoje poglądy na temat własnego małżonka!

Liliana Fabisińska z kolei porusza w swojej książce tematy takie, jak choćby miłość (także erotyczna) osób w zaawansowanym wieku. Bo gdy Natalia odnajduje szczęście i spełnienie u boku równie zaawansowanego wiekiem pana, cała lokalna społeczność się od niej odsuwa. I tak sobie myślę, że nie tylko na Helu miłość fizyczna ludzi starszych jest tematem tabu... I znów przychodzi refleksja, czy może zbyt pochopnie nie oceniamy ludzi? Zresztą temat pochopnej oceny wychodzi jeszcze w innych sytuacjach... Przy okazji dodam jeszcze tylko, że w przypadku "Werandy na Czarcim Cyplu" autorce skutecznie udało się wyprowadzić mnie w pole postacią tajemniczej Adeli. No i podbiła moje serce Pomponem!

Obie książki przeczytałam bardzo szybko, naprawdę dobrze się przy tym bawiąc. I mogę stwierdzić jedno - to są świetne pozycje na urlop, na długi weekend albo po prostu na wieczór po ciężkim dniu w pracy (lub w domu). Nie są wymagające, nie są być może książkami, o których kiedyś będzie się mówić na lekcjach języka polskiego (choć może nie byłby to głupi pomysł - jako wsparcie do wychowania do życia w rodzinie).  Polecam, bo warto. Choćby po to, by się pośmiać, a jak wiadomo - śmiech to zdrowie (takie samo, jak naleśniki z mąki kasztanowej - kto czytał "Awarię małżeńską" ten wie, o co chodzi!).

P.S.
Mam nadzieję, że autorki nie obrażą się za Trzy Małpy, ale w końcu same tak siebie nazwały. W dedykacji do "Awarii małżeńskiej".







2 komentarze:

  1. Kiedyś czytałam coś Fabisińskiej i pamiętam, że bardzo mi się podobało.

    www.degustatorka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Fabisińska naprawdę pisze fajnie: z jednej strony lekko i zabawnie, z drugiej: nie boi się poruszać tematów trudnych. No i daje do myślenia!

      Usuń