piątek, 16 grudnia 2016

Trzy oblicza kryminału (Christie, Fryczkowska, Rudnicka)

Uwielbiam kryminały. Zwłaszcza zimą. O ile jesień to pora na książki raczej nostalgiczne, o tyle zima to już czas długich nocy i wieczorów - w sam raz, by oddać się naprawdę wciągającej lekturze. Takiej, od której trudno się oderwać. Mamy co prawda połowę grudnia i powoli już sięgam po książki raczej wprowadzające atmosferę bożonarodzeniową (na półce czekają dwa zbiory świątecznych opowiadań i powieści obyczajowe, które raczej mają dać nadzieję, a nie wywołać niepokój). Obok niektórych kryminałów jednak nie mogłam przejść obojętnie... Tak było z "Behawiorystą" Mroza - książką, która mocno mną potrząsnęła i o której pisałam niedawno. Tak było i z tymi trzema lekturami, które wpadły mi w ręce właśnie teraz.


Ich wybór nie był przypadkowy. Po Rudnicką sięgnęłam, bo wiele osób mi ją polecało. A raczej nie ją, jako autorkę, bo wiem, że pisze rewelacyjnie, ale właśnie tę książkę "Natalii 5". Skorzystałam z okazji, że akurat stała na półce w bibliotece i, trochę pod wpływem impulsu, wypożyczyłam bez planowania, tak spontanicznie.
Lektura kryminału Aghaty Christie była z kolei w pełni zaplanowana. W końcu "Morderstwo w Boże Narodzenie" to już tematyka trochę świąteczna. Takie przejście od kryminałów do książek bardziej pasujących na drugą połowę grudnia... Poza tym ta książka została wybrana na lekturę miesiąca w fejsbukowej grupie Przeczytaj & Podaj dalej.
Po książkę Anny Fryczkowskiej "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" sięgnęłam idąc za ciosem. Tematyka jak najbardziej zimowa. Poza tym udało mi się upolować tą książkę za pośrednictwem strony Upolujebooka.pl w całkiem fajnej cenie (jeszcze zanim postanowiłam nie kupować książek w jakiejkolwiek formie!). Czy warto było?

Klasyka gatunku, czyli "Morderstwo w Boże Narodzenie" Aghaty Christie

O tym, że Aghata Christie jest niekwestionowaną królową kryminałów nie trzeba nikogo przekonywać. Prawda jest taka, że bardzo często w recenzjach różnego rodzaju powieści kryminalnych prędzej czy później znaleźć można odniesienie do tej autorki. Sama, czytając jakieś pozycje tego gatunku łapę się na tym, że porównuję daną książkę właśnie do książek Christie. Trudno się zresztą temu dziwić. Wychowałam się na powieściach z panną Marple i Herculesem Poirot. Sięgałam po nie zaraz w momencie, gdy wyrosłam już z "Jeżycjady", "Pana Samochodzika" i powieści o Tomku Wilmowskim... Chyba zresztą tak jest i dzisiaj: czytający rodzice podsuwają prozę Aghaty Christie swoim dorastającym pociechom jako etap przejściowy miedzy literaturą dla dzieci i młodzieży a bardziej mrocznymi i krwistymi kryminałami czy sensacją...

Bo trzeba przyznać - książki Christie nigdy nie epatowały przemocą. Cała historia opiera się tu na dedukcji i obserwacji ludzkich charakterów. Zbrodnia jest, bez niej nie byłoby przecież kryminału, ale jest punktem wyjścia i jej samej nie poświęca się tu zbyt wiele miejsca.

"Morderstwo w Boże Narodzenie" pod tym względem nie różni się od innych powieści autorki. Przyznam, ze nawet trochę brakowało mi takiego dreszczyku emocji, pewnego niepokoju. Być może dlatego, że ostatnio coraz więcej czytam kryminałów. I to stanowczo mocniejszych. Ale też trzeba przyznać, że książka się broni sama: ciekawą intrygą, barwnymi bohaterami i przede wszystkim postacią Herculesa Poirot - po Sherlocku Holmesie chyba najbardziej rozpoznawalnego detektywa na świecie.

A sama historia? Na Boże Narodzenie do domu rodzinnego zjeżdża się cała rodzina, zaproszona tu przez starszego pana, który w jakiś nieco perwersyjny sposób chce się takim spotkaniem zabawić. Sam generuje konflikty miedzy swoimi synami (i wnuczką). Chyba po to, by pozbyć się nudy. Nie przewiduje jednak, że jego intrygi, trudny charakter oraz burzliwa przeszłość i ogromna fortuna, jaką posiada, mogą doprowadzić do jego własnej śmierci. Morderstwo popełniono w tajemniczych okolicznościach i, jak się okazuje, każdy z domowników mógłby mieć motyw. Każdy próbuje też coś ukryć. Oczywiście gdy na scenie pojawia się Hercules Poirot wiadomo, że sprawca zostanie wykryty. Ale prawda jest taka, że... zakończenie zaskakuje. Christie trochę pogrywa tu z czytelnikiem, wyprowadzając go mocno w pole, choć równocześnie podtykając pod nos drobne wskazówki...

Czy warto przeczytać? Pewnie tak, jeśli jest się miłośnikiem dobrych i raczej delikatnych kryminałów, do przeczytania "na raz". Bo książka nie jest zbyt długa - d przeczytania w jeden wieczór, na przykład, gdy już za dużo będziemy mieli słodkiej, radosnej i sielankowej tematyki Świąt atakującej zewsząd...


Kryminał psychologiczny - "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki) Anny Fryczkowskiej

Kiedy udostępniłam link z promocją na tę książkę na swoim Fanpage'u, ktoś zauważył podobieństwo tytułu do "Trzech panów w łódce" Jerome'a. Tyle, że tamta książka jest humorystyczną historią o podróży trzech mężczyzn (i psa) po Tamizie. Tu zaś mamy do czynienia z naprawdę mroczną, niepokojącą i niezwykle wciągającą historią...

W książce Fryczkowskiej mamy do czynienia z sytuacją, która w kryminałach pojawia się dość często; zamknięta przestrzeń, jakby oderwana od świata, kilkoro bohaterów, którzy dobrze się znają (a przynajmniej tak mogłoby się wydawać) i zbrodnia, którą musiał popełnić jeden z tych bohaterów. Niby oklepany schemat, a jednak autorce udało się tchnąć w niego coś nowego. Oto przyglądamy się sytuacji, w której siedem kobiet znajduje się w domu jednej z nich. Posiadłość jest bogata, wygodna, ale... znajduje się na odludziu. Trudo się tu dostać, tym bardziej, że mocne opady śniegu zasypały wszelkie drogi dojazdowe. Kobiety, które przybyły tu na babskie spotkanie są więc uwięzione, przynajmniej do rana. Niby nic takiego, gdyby nie fakt, że jedna z nich zostaje znaleziona martwa w pokoju syna właścicielki domu. Ofiara ma poderżnięte gardło, leży w kałuży krwi, przykryta narzutą... Kto ją zabił? Po pierwszym szoku wywołanym znalezieniem swojej przyjaciółki, kobiety, w oczekiwaniu na przybycie policji, zaczynają zastanawiać się, która z nich jest sprawcą tej zbrodni. Niby były koleżankami, ale po pewnym czasie okazuje się, że tak naprawdę każda miała motyw.

Autorka postawiła na niezwykłą różnorodność postaci: wśród kobiet, które znajdują się w odciętym od świata domu znajduje się nielegalnie pracująca tu Ukrainka, kobieta chora na autyzm, nieco rozczarowana swoim życiem pani domu - matka studenta, niedoceniana przez męża żona i siostra tej niepełnosprawnej, autystycznej Kaliny, pisarka kryminałów, stawiająca pierwsze kroki w polityce zwolenniczka mocno konserwatywnych poglądów i młoda wdowa, która całe życie poświęciła na pomaganie innym. Okazuje się, że każda z tych kobiet skrywa jakąś mroczną tajemnicę. Każda zrobi wszystko, by jej sekret nie ujrzał światła dziennego. Ale czy jest w stanie posunąć się do popełnienia morderstwa? Któraś na pewno tak...

Książka Fryczkowskiej wciąga nie dlatego, że przedstawia poruszającą zbrodnię, ale dlatego, że autorce udało się nakreślić rewelacyjne portrety psychologiczne swoich bohaterek. Poza tym ta powieść ma niesamowity klimat, charakterystyczny dla książek Fryczkowskiej - atmosferę jakiegoś niepokoju, strachu, ze za chwilę coś się wydarzy. I choć brakowało mi takiego punktu kulminacyjnego, gdy nagle ten nastrój grozy się kumuluje, gdy czujemy, że to, co nieuchronne już wkrótce nadejdzie, że wydarzy się coś złego (oprócz już popełnionej zbrodni), to jednak czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy. I polecam wszystkim miłośnikom gatunku. Fryczkowska udowodniła, że potrafi pisać powieści kryminalne...

Tę powieść także przeczytałam w ramach wyzwania "Pod hasłem".

Kryminał tym razem do śmiechu, czyli "Natalii 5" Olgi Rudnickiej

Jedna z fejsbukowych znajomych powiedziała mi, że pokocham Natalie. Miała rację! Bo choć to nie było moje pierwsze spotkanie z książkami Olgi Rudnickiej, było to spotkanie najzabawniejsze! Sięgnęłam po tę powieść, jak już pisałam, trochę impulsywnie. Po prostu miałam ochotę na coś lekkiego. A w takich okolicznościach po Rudnicką można sięgać w ciemno. Nie rozczarowałam się. Autorka stworzyła tak zakręconą i zabawną historię, że wiele razy w trakcie lektury po prostu nie mogłam powstrzymać śmiechu.

Na tę książkę Rudnicka pomysł miała genialny: oto w pewnej dość bogatej posiadłości zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Wszystko wskazuje na samobójstwo, na dodatek bardzo dobrze zaplanowane. Problem w tym, że detektywom prowadzącym śledztwo w tej sprawie coś jednak nie daje spokoju i postanawiają poświęcić jej trochę swojej uwagi. Tym bardziej, że po śmierci właściciela w domu pojawiają się jego córki. Dokładniej mówiąc pięć córek, które po pierwsze dotychczas nic o sobie nie wiedziały, a po drugie noszą dokładnie to samo imię i nazwisko. Każda jest na życiowym zakręcie. Dla każdej spadek po bogatym ojcu wydaje się być prezentem od losu. W końcu każda postanawia zamieszkać w pozostawionym przez ojca domu. A dom ten zdaje się skrywać pewną tajemnicę. Kobiety nie byłyby sobą, gdyby nie postanowiły owej tajemnicy odkryć. Musza to jednak zrobić tak, by nikt się nie dowiedział, dlatego zaczynają kombinować, także przed policją, co prowadzącym śledztwo w sprawie samobójstwa ich ojca raczej nie ułatwia pracy. Na domiar złego ktoś próbuje włamać się do posiadłości, a kobietom może grozić niebezpieczeństwo...

Rudnicka stworzyła historię nieprawdopodobną i tak barwne postaci, że książka po prostu musiała się udać! Mnóstwo zabawnych scen, dialogi, które powodują wybuchy śmiechu, a mimo to powieść nie jest zbiorem komediowych gagów tylko historią spójną, która ma przysłowiowe ręce i nogi. I to w tej powieści jest najfajniejsze. Czyta się ją z zainteresowaniem, równocześnie dobrze się przy tym bawiąc. Polecam ją przede wszystkim paniom, bo one chyba łatwiej zrozumieją humor tej książki. Choć może i panowie też przeczytają z przyjemnością? Obawiam się jednak, ze mogą mocno wściekać się na kompletnie nielogiczne zachowania bohaterek... ;)

Kiedyś napisałam, że Rudnicka jest godną następczynią Joanny Chmielewskiej. Teraz z całą stanowczością podtrzymuję tę opinię. I miała racje znajoma - pokochałam Natalie i zaraz biegnę do biblioteki po drugi tom cyklu o tych nieprawdopodobnie zabawnych kobietach!

A Wy które z tych trzech oblicz kryminałów lubicie najbardziej?






7 komentarzy:

  1. Dwóch nie czytałam, ale Natalie właśnie kończę :) Ubaw niesamowity :) Trochę się w tych Nataliach gubiłam na początku, ale teraz już je dobrze znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie, lektura Natalii to po prostu świetna zabawa! Już się nie mogę doczekac, kiedy będę mogła przeczytać kolejną część cyklu!

      Usuń
  2. Znam tylko ten tytuł Christie, ale pozostałe 2 mam i zamierzam...kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja się cieszę, że napisałaś o książce "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" Fryczkowskiej. Cieszę się, bo czytam wiele blogów i chociaż znajduję głównie pochlebne opinie o tej książce, to trafiłam na jedną recenzję, która szczerze mnie poruszyła. Bloger, którego bardzo cenię za inteligencję, niesztampowość w recenzjach, niesamowitą bystrość umysłu napisał, że to raczej nie jest dobra pozycja (nie chcę streszczać jego wypowiedzi), i o zgrozo wielu Jego czytelników przyklasnęło. Byłam już wtedy po lekturze i po napisaniu własnej recenzji, po krótkiej wymianie zdań w komentarzach na tamtym blogu, zastanowiłam się, czy może to ja źle odebrałam książkę. Aż przeczytałam jeszcze raz na świeżo, żeby się przekonać :) No i nadal uważam, że to naprawdę dobra książka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... wiesz, każdy moze mieć inny gust. Fakt, że ta książka nie była dla mnei aż tak mocna, jak "Kurort Amnezja". Ale mnie się bardzo podobała. Te tajemnice, powoli odkrywane rzed czytelnikiem. To, ze postaci okazywały się zupełnie inne, niż wydawały się na początku... Dla mnie ta książka pozostanie bardzo dobra i na pewno bedę zachęcać do sięgniecia po nią...

      Usuń
  4. Jeszcze dodam, że właśnie mam pierwsze spotkanie z Olgą Rudnicką. Na początek wzięłam "Były sobie świnki trzy", ale wcześniej nic nie czytałam, ani o książce, ani o autorce, a książka leżała sobie i czekała od kilku tygodni. I również poczułam w tej książce coś z Chmielewskiej. Generalnie nie lubię wzajemnego naśladownictwa wśród autorów, ale w tym przypadku, przynajmniej na razie, nie mogę powiedzieć, jak niektórzy, że Rudnicka jest naśladowczynią Chmielewskiej :) Byłoby to dość nieuczciwe wobec obu. Zauważam jednak wielki wpływ książek Chmielewskiej na sposób formułowania myśli, na pewną lekkość i jednocześnie przerysowanie :)
    Dorzucam do listy również "Natalii" 5 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalie są fantastyczne! A co do samej Rudnickiej: zgadzam się - mnóstwo tu wpływu Chmielewskiej, zresztą autorka nie kryje się z tym, zę prozę Chmielewskiej lubi czytać. Ale żeby to było jakieś naśladownictwo... Hmmm... moim zdaniem Rudnicka ma swój styl, swoje pomysły... Jest po rpostu godną następczynią, niekoniecznie naśladowczynią!

      Usuń