piątek, 13 stycznia 2017

Brutalny świat Wakuni - "Takeshi. Taniec Tygrysa" Mai Lidii Kossakowskiej

Nie jestem fanką fantastyki. Tak naprawdę w ramach tego gatunku sięgam po książki jedynie kilku wybranych autorów. Wśród nich jest Maja Lidia Kossakowska, która w swoich powieściach czerpie z tak wielu różnych kultur. Trudno się dziwić, w końcu z wykształcenia jest archeologiem, antropologiem fascynującym się ogólnie pojętą działalnością człowieka: wierzeniami, tradycjami, wytworami. To prawie tak jak ja. Pewnie dlatego tak wielką frajdę sprawia mi czytanie powieści tej autorki i szukanie w nich różnych kulturowych tropów…


Druga część cyklu o Takeshim przeleżała na półce dość długo. I nie wiem, czy sięgnęłabym po tę powieść, gdyby nie fejsbukowa akcja „Książkowewieczory” (wrzucam link do edycji lutowej, bo wydarzenie bardzo ciekawe i warto dołączyć!). W styczniu organizatorki namawiały do sięgnięcia właśnie po fantastykę. Zdecydowałam, ze to dobry moment, by wrócić do Kossakowskiej. Tym bardziej, ze na dniach autorka wydaje nową powieść, choć będącą częścią innego cyklu. Wróćmy jednak do Takeshiego…

Skomplikowany świat 


„Takeshi. Taniec Tygrysa” to kontynuacja przygód pewnego wojownika żyjącego w tajemniczym i, nie ukrywajmy, bardzo okrutnym świecie Wakuni. Powieść o tyleż intrygująca, ze zakończenie poprzedniej części – „Takeshi. Cień Śmierci” sprawia, że myślimy: „No, ale jak to? Przecież to niemożliwe!”. I trzeba sięgnąć po kolejny tom…

W cyklu o Takeshim Kossakowska stworzyła świat skomplikowany, w którym mamy do czynienia z dwoma krainami: wspomniana już Wakuni i Anitilią. Czytając, śledzimy losy ich obu, choć naturalnie nacisk położony jest tu na Wakuni, z której Takeshi pochodzi… W drugiej części opowieści o tym wojowniku świat Antilii zostaje jednak mocno rozbudowany… I to niestety stało się słabą stroną tej książki…

Czytając miałam wrażenie, że autorka skupiła się przede wszystkim na budowie fantastycznych światów. Co więcej, zbudowała je, sięgając do zupełnie odmiennych kultur (tradycyjna japońska, południowo-amerykańska). W pewnym momencie można się było zgubić. To, co do tej pory sprawiało mi największą frajdę w prozie Kossakowskiej, stało się tym razem czymś, co mocno przeszkadzało w czytaniu. Wciąż szukałam nowych tropów kulturowych, wciąż pojawiały się jakieś kolejne nawiązania do znanych nam przecież i tak charakterystycznych tradycji. Ale wszystko było tak wymieszane, że… po prostu trudno było za tym nadążyć.

Ponadto autorka tak bardzo skupiła się na przedstawianiu światów, że miałam wrażenie, iż akcja dzieje się jakby gdzieś obok. Jakby była mniej ważna. Być może taki był zamiar, być może ma to jakiś cel, który poznamy przy okazji kolejnego tomu, bo zakończenie każe sądzić, że taki prędzej czy później się pojawi. Ale choć druga część przygód Takeshiego popchnęła nieco cała historię i stworzyła szerszą perspektywę wydarzeń, które mają dopiero nadejść to… tak naprawdę niewiele się w niej działo! A jeśli już się działo to było bardzo brutalne, mocne, wręcz ociekające krwią…

Lektura brutalna


Bo w cyklu o Takeshim Kossakowska nie stroni od przemocy. Ta książka jest brutalna. A to sprawia, że mnie uciekła gdzieś przyjemność czytania jej. W pewnych momentach po prostu już nie miałam ochoty czytać. A gdy skończyłam lekturę cieszyłam się, że już więcej nie będzie. Przynajmniej przez jakiś czas.

Wiem jednak, że sięgnę po następny tom. Jestem ciekawa, jak to wszystko się dalej potoczy. Bo jedno trzeba Kossakowskiej oddać – potrafi zaskakiwać. W tym tomie mamy kilka niespodziewanych zwrotów. Podejrzewam, że w kolejnym będzie ich więcej…

Książka „Takeshi. Taniec Tygrysa” została wydana w czerwcu 2015 roku nakładem wydawnictwa Fabryka Słów. Powieść liczy sobie 479 stron (plus dodatek z wyjaśnieniem niektórych pojawiających się w książce pojęć).


Moja ocena: 5/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz