środa, 4 stycznia 2017

Grudniowe zaległości...

Wczoraj pisałam Wam o moich książkowych planach ipostanowieniach na najbliższy rok. Powoli zaczynam je realizować, ale… dziś postanowiłam jeszcze nadrobić grudniowe zaległości i napisać Wam o książkach, które przeczytałam w zeszłym miesiącu. Tym bardziej, ze to pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć…


Smutek, czekolada i… rodząca się miłość? – „Poduszka w różowe słonie” Joanny M. Chmielewskiej

Kiedy w życiu trzydziestoletniej Hanki pojawia się nagle pięcioletnia Ania, wszystko zaczyna się komplikować. Nagle poukładane do tej pory życie wypada z właściwych torów, a Hanka musi zmierzyć się nie tylko z zupełnie nową rzeczywistością, ale także z przeszłością, która wciąż odciska na jej życiu bolesne piętno. Bo Hanka skrywa pewną tajemnicę – taką, o której nie powiedziała nikomu. Nawet najlepszej przyjaciółce, Ewie. A teraz jest już za późno. Teraz Ewa odeszła, a Hanka musi zaopiekować się jej córeczką, bo tak obiecała chorej na raka przyjaciółce. Tylko, czy da się opiekować małym, zagubionym i pogrążonym w ogromnym smutku dzieckiem, gdy odczuwa się blokadę przed jakimkolwiek dotykiem, pieszczotą, bliskością? A może to właśnie Ania pomoże Hance wyjść z tak szczelnie przez kobietę budowanego kokonu? A jeśli na scenie pojawi się jeszcze przystojny mężczyzna, który zdecyduje się zawalczyć o dziewczynę, choć sam też nie ma zbyt dobrych doświadczeń z przeszłości?
Książka Joanny Marii Chmielewskiej porusza, intryguje i wzrusza. Tę powieść naprawdę czyta się z zapartym tchem, przeczuwając, że w życiu głównej bohaterki jest jakaś mroczna tajemnica. Poznajemy ją dopiero pod koniec lektury, ale już od pierwszych stron czujemy, że to coś mocnego. Bo przecież co innego mogłoby tak bardzo wpłynąć na całe życie pięknej, młodej kobiety?
Przyznam, że ta książka mnie zachwyciła. Przemyślana i pięknie napisana historia, która wzruszyła mnie do łez. I ta obecna na kartach powieści czekolada… Idealna lektura na długie zimowe wieczory, do czytania w wygodnym fotelu i z kubkiem gorącej czekolady pod ręką…

Piękna opowieść o zdradzie – „Pośród żółtych płatków róż” Gabrieli Gargaś

To było moje pierwsze spotkanie z autorką. Zauroczona jej opowiadaniem w „Księgarence przy ulicy Wiśniowej” postanowiłam sięgnąć po cała powieść. Dlaczego akurat ten tytuł? Powód był prozaiczny – po prostu ta książka leżała na półce. I wiecie co? Pochłonęłam w jeden dzień! Nie mogłam się oderwać, choć w sumie nie jest to klasyczna opowieść o jakimś konkretnym wydarzeniu – z wyraźną akcją, punktem kulminacyjnym itd. To raczej opowieść o ludziach, w których życie w jakiś sposób wkroczyła zdrada. Jest tu mężczyzna, choć posiadający szczęśliwą rodzinę to zdradzający żonę z koleżanką z pracy. Jest zdradzana żona, która w końcu postanawia zawalczyć o siebie. Jest też ta trzecia – kochanka, która chciałaby więcej, a musi zadowolić się byciem kimś tylko na krótkie chwile. A obok tego jest też kobieta sukcesu, dla której kariera stała się najważniejsza i jej mąż – człowiek wręcz idealny, tyle, ze z mniejszymi ambicjami, marzący o rodzinie, który w chwili słabości popełnia jeden, jedyny błąd… I jeszcze doświadczona życiowo ciotka, która też kiedyś zaplątana była w taki dziwny układ…
Zdrada uważana jest w naszym społeczeństwie za coś złego. Za coś, co jest godne potępienia. To samo często myślimy o kochance, bo przecież ona też nie jest bez winy, jak ona może krzywdzić inną kobietę. A ta zdradzana – to na pewno jej wina, przecież mogła lepiej zadbać o męża, o rodzinę. Tyle, że takie opinie często są bardzo krzywdzące. Gabriela Gargaś rozkłada w swojej książce zdradę na czynniki pierwsze. Pokazuje, że nic nie jest czarno-białe. Ale też pokazuje, że w takich układach chyba nikt nie może być tak naprawdę szczęśliwy…
To piękna książka, dająca do myślenia. Temat trudny, ale pokazany tak, że czyta się naprawdę lekko. Mnie Gabriela Gargaś przekonała tą książką i już wiem, że będzie to jedna z tych autorek, po których książki częściej będę sięgać w tym roku.

„Noc Kupały” Katarzyny Bereniki Miszczuk – czyli dalsze losy Mieszka i Gosławy

„Noc Kupały” to jedna z tych książek, na których premierę w zeszłym roku czekałam z niecierpliwością. Katarzyna Berenika Miszczuk zaostrzyła mój apetyt pierwszym tomem cyklu „Szeptucha”. Moje serce podbił pomysł umieszczenia akcji w Polsce, w której dawno temu Mieszko I nie przyjął chrztu. W kraju, w którym wciąż kultywuje się wiarę w starych bogów: Swarożyca, Welesa, Mokosz… W kraju,  w którym obok ludzi spotkać można inne istoty: wąpierze, utopce, żywie, a nawet niebezpieczne i okrutne strzygi. Na takim tle rozgrywa się historia Gosławy, która praktykuje u wiejskiej Szeptuchy i która… jest osobą potrafiącą w tytułową Noc Kupały odnaleźć mityczny kwiat paproci. Ten kwiat jest obiektem zainteresowań wielu: bogów, ludzi… Gosława musi podjąć trudną decyzję, komu go oddać. Trudną tym bardziej, że odmowa bogom grozi śmiercią. Czy uda jej się odnaleźć kwiat? I co z nim zrobi? Tego dowiecie się z tej książki.
Autorka w „Nocy Kupały” odsłoniła także wiele z historii Mieszka. Poza tym pociągnęła watek miłości między Gosią a tym przystojnym uczniem żercy, który… no cóż, jest kimś więcej, niż ten, za kogo się podaje. Nie tylko on zresztą ukrywa swoją tożsamość. Gosia dowiaduje się, że więcej osób z jej otoczenia tak naprawdę jest zupełnie kim innym, niż jej się wydawało…
Historia oczywiście mnie wciągnęła. Bardzo. A jednak… zabrakło mi tutaj świeżości, takiej, jaką zafundowała nam autorka w pierwszym tomie cyklu. Miałam nadzieję na coś więcej, na kolejne zaskoczenia, spodziewałam się większych zwrotów akcji. Tymczasem… Katarzyna Berenika Miszczuk stworzyła historię nieco przewidywalną. I choć po kolejny tom sięgnę z zainteresowaniem, bo jednak wciąż jestem ciekawa, jak cała historia potoczy się dalej, nie jestem tym tomem tak zachwycona, jak pierwszym…
Największym plusem tej powieści (a i całego cyklu) jest fantastyczny opis starosłowiańskich wierzeń i obrzędów. To główny powód, dla którego warto po te książki sięgnąć. Oprócz rozrywki z pewnością dostarczą wielu ciekawych informacji… To książka dla miłośników historii, zwłaszcza historii dawnych religii, dla fanów fantastyki i romansów osadzonych w nietypowych okolicznościach…


Uff… to już koniec moich grudniowych zaległości. Teraz spokojnie mogę zabrać się za realizację noworocznych wyzwań i planów. Najbliższej recenzji możecie spodziewać się już w piątek. Będzie zimowo, nastrojowo i… No chyba jednak nie do końca tak, jak u wszystkich.
A jeśli chcecie być na bieżąco z tym, co u mnie w temacie czytania i książkowania, zapraszam do śledzenia fanpage’a i instagrama.

6 komentarzy:

  1. Słyszałam o każdej książce, ale żadnej z nich nie miałam jeszcze możliwości przeczytać. Najbardziej zainteresowała mnie pierwsza i druga.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam wszystkie! Chociaż "Noc Kupały" jest dość specyficzna, bo taki miks romansu i fantastyki...

      Usuń
  2. Ach ta Gargaś....kiedy ja w końcu po nią sięgnę? Zawsze jest coś najpierw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie etż tak było... A teraz żałuję, że nie sięgnęłam po jej książki wcześniej!

      Usuń
  3. mam w planach książki Miszczuk, chociaż szkoda, że Noc Kupały jest troszkę przewidywalna, nie lubię tego w książkach. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze to tylko moje wrażenie? W każdym razie i tak polecam cały cykl!

      Usuń