środa, 25 stycznia 2017

Historia kryminalna czy dość specyficzny romans? – „Dziewczyna w walizce” Raphaela Montes


Kurczę, zastanawiałam się, czy pisać o tej książce. Naprawdę. Zastanawiałam się, czy warto poświęcać swój czas, by przygotować i opublikować tę recenzję. Bo w zasadzie… nie wiem, co mam tu napisać. Publikuję, bo jednak wierzę, że niektórzy zaglądają tu, chcąc dowiedzieć się, co warto przeczytać, a  co sobie darować. No cóż… „Dziewczyna w walizce’ stanowczo należy do tej drugiej grupy…

Do sięgnięcia po te lekturę skusiła mnie okładka – jest jednym z największych plusów książki. Muszę przyznać, że okładka intryguje. Tym bardziej informacje na niej, w myśl których ta powieść jest wciągająca, zaskakująca… Niestety, tutaj poczułam się mocno oszukana.


Kryminał, romans, sensacja?


Choć książka uznawana jest w Polsce za kryminał czy sensację, tak naprawdę powstała jako… romans przybierający dość przewrotną formę. Chodzi o to, że matka autora poprosiła go o to, by napisał i opublikował jakąś historię miłosną. Ten spełnił jej prośbę, ale w sposób… dość specyficzny. Oto bowiem poznajemy Teo – studenta medycyny, który fascynuje się przede wszystkim patologią. Teo z kolei poznaje Clarice, w której się zakochuje, z którą chce spędzić resztę życia i której ową miłość pokazuje w dość oryginalny sposób. Zaręczam – pakowanie tej dziewczyny do walizki to tylko namiastka!

No i tu dochodzimy do sedna – ta powieść jest okropna: okrutna, brutalna, pełna przemocy, lejącej się krwi… A mimo to kompletnie niewciągająca. Nie ma tu nic, co trzymałoby w napięciu. Owszem, zdarzają się jakieś zwroty akcji, których raczej się nie spodziewamy, ale one też nie sprawiają, że czujemy jakikolwiek dreszczyk emocji.

W skrócie: najpierw on pastwi się nad nią, potem na się mści, potem znowu on tu rządzi. A na koniec… żyją długo i szczęśliwie. Chyba, bo ostatnie zdanie, to jedno zdanie w całej książce, sprawia, że czytelnik odczuwa jakiś niepokój. Nie jest to uczucie silne, nie jest to coś, co może zaważyć na odbiorze całej książki, a  jedynie kilka słów, które ratują tę powieść przed tym, by uznać ją za totalnego gniota.

Oprócz tego ostatniego zdania jest jeszcze jeden (dokładnie jeden!) fragment, który można uznać za udany. Bohaterowie dyskutują w nim o kinie i o metanarracji w filmach. Ten też mi się podobał i na upartego można w nim doszukiwać się też jakiegoś ukrytego znaczenia, które miało nadać dodatkowy sens całej historii. Tyle, że naprawdę trzeba się mocno upierać…

Hmmm… i to właściwie tyle, co mogę powiedzieć o tej książce. Oceniam „Dziewczynę w walizce” na 3/10. Tylko z powodu tych dwóch niewielkich fragmentów, o których pisałam wyżej, z powodu fantastycznej okładki i z powodu mojego sentymentu do Brazylii, z której pochodzi autor i w której dzieje się akcja powieści. Czyta się dość szybko (choć książka ma 356 stron), wiec jeśli ktoś ma ochotę – niech czyta. Ja nie polecam…


A czytałam w ramach wyzwania Wypożyczone (egzemplarz z biblioteki i dobrze, bo bym chyba nie odżałowała tych 30 złotych). 

3 komentarze:

  1. Faktycznie okładka jest bardzo ładna :) jak nie polecasz to odpuszczam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuść... tyle jest fajnych książek, ze po prostu szkoda czasu... Chyba, zę chcesz fajne zdjecie okładki na instagrama ;)

      Usuń
  2. Cieszę się, że mnie skutecznie zniechęciłaś. Niestety po okładce często można się oszukać.
    Warto pisać recenzje kiepskich książek z różnych powodów. Czasami jest tak, że czytam książkę gdzie pomysł był, autor ma potencjał, ale zakręcił się sam jak słoik z ogórkami i skiepścił sprawę. Jednak nie koniecznie to skreśla autora.
    Drugi powód jest prosty, niektórzy nie umieją nie kończyć książek, jak na przykład ja. Sięgnęłabym po ten tytuł i zmęczyła pewnie do końca, chociaż kompletnie by mi się nie podobał.

    OdpowiedzUsuń