poniedziałek, 30 stycznia 2017

Jesteśmy zapomnianą historią – „Wieje szarkija” Pawła Smoleńskiego

Izrael – państwo dla mnie szczególne. Fascynujące swoją wielokulturowością i determinacją – w końcu powstało niemal wbrew wszystkiemu. Kraj, w którym nowoczesność sąsiaduje z tradycją tworząc tak ogromny kontrast, że przejeżdżając z jednej miejscowości do drugiej, ba – z jednej do drugiej dzielnicy, można poczuć się, jakby przekraczało się granice dwóch światów. Miejsce, w którym dźwięk kościelnych dzwonów miesza się ze śpiewem muezina, a gwar ulicy z hebrajską modlitwą pod Ścianą Płaczu. Ale to także kraj, w którym wciąż panuje wojna, w którym bogatsi żyją w ciągłym, paranoicznym strachu, a biedni w poczuciu beznadziei, która popycha ich do aktów przemocy. Zresztą przemoc, wyobcowanie i bieda tych wykluczonych ze społeczeństwa jest tu na porządku dziennym. Tak jak problemy, o których pamiętać się nie chce, a które są jak wyrzut sumienia spychany gdzieś na margines świadomości, ale wciąż niedający o sobie zapomnieć.  I właśnie o takim Izraelu pisze Paweł Smoleński…


Autor reportażu „Wieje szarkija” to człowiek, który Izrael poznał od podszewki. Chyba trudno już byłoby policzyć, ile rozmów odbył on z mieszkańcami tego kraju, ile czasu spędził na podróży, docierając do miejsc, do których nie dotrą turyści i pielgrzymi, choć tych przecież w Izraelu jest mnóstwo… Paweł Smoleński to człowiek, który z powodzeniem może uchodzić za specjalistę od Izraela, bo o codzienności tego kraju wie wiele. I tą wiedza chętnie dzieli się w swoich publikacjach.

„Wieje szarkija” to reportaż, w całości poświęcony Beduinom. To specyficzny lud – tradycyjnych koczowników, którzy od wieków przemierzali pustynie, zajmując się hodowlą wielbłądów i owiec, a później także uprawą tworzonych na pustyniach pól. To lud, który potrafi znieść wiele – w końcu życie na pustyni jest ciężkie. Ale we współczesnym Izraelu to lud, z którym nikt się nie liczy, o którym się zapomina, gdy wytycza się tereny pod poligony wojskowe, czy tereny lasów piniowych, którymi ktoś postanowił pokryć teren pustyni Negew (choć przecież to trochę dziwny, mówiąc delikatnie, pomysł).

"Jesteśmy zapomnianą historią, niedostrzeganym, niewidzialnym problemem".


W swoim reportażu Smoleński opisuje rozmowy, jakie odbył z przedstawicielami różnych beduińskich klanów. Próbuje odpowiedzieć na pytanie, w czym tkwi problem. Bo że z jednej strony polityka Izraela wobec Beduinów pozostawia wiele do życzenia, wiadomo. Z drugiej jednak problemem są sami Beduini, tak mocno zamknięci w swojej tradycji, tak bardzo bojący się jakichkolwiek zmian…

Smoleński rozmawia też z przedstawicielami organizacji izraelskich, których celem jest pomoc Beduinom. Od nich dowiadujemy się, że problem jest dużo głębszy, dużo bardziej złożony, niż kwestia ziemi i wciąż odbudowywanych na nowo nielegalnych wiosek. I ta naprawdę podczas lektury sami próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest szansa na to, by w końcu beduiński problem dało się rozwiązać?

"Obie strony zamknęły się w myśleniu tylko o sobie".


Trudno odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Po przeczytaniu tak wielu tragicznych, poruszających historii – opowieści o niesprawiedliwości, o biedzie, o poczuciu wyobcowania. A jednak Smoleński zakończył swoją książkę rozmową, która daje niewielkie światełko w tunelu. Być może gdyby takich bohaterów, jak ten z ostatniego rozdziału byłoby więcej… Może coś jednak zmieni się w mentalności przedstawicieli wszystkich stron konfliktu? Tak bardzo chcę w to wierzyć, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że sytuacja w Izraelu w tej chwili jest patowa (taka zresztą jest od wielu lat).

Lektura książki „Wieje szarkija” mnie poruszyła. Wzbudziła we mnie mnóstwo emocji: od współczucia, po gniew; od poczucia niesprawiedliwości i bezradności, po kiełkującą nadzieję, że może jednak są szanse na zmiany. I tylko żal, że ta opowieść była taka krótka. Brakowało mi trochę historycznego i kulturowego tła. I kilku wypowiedzi tej drugiej, izraelskiej strony… Ale i tak polecam uwadze każdego ten wydany przez wydawnictwo Czarne pod koniec zeszłego roku reportaż. Książkę, liczącą 186 stron oceniam na 9/10.


A zgłaszam do wyzwania Literatura faktu i Wypożyczone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz