piątek, 27 stycznia 2017

Każdy z nas nosi w sobie kilka różnych istot – „Ulisses z Bagdadu” Erica-Emmanuela Schmitta


Eric-Emmanuel Schmitt to autor, który jest swego rodzaju marką. Sięgając po jego książki można spodziewać się niezwykle trafnych obserwacji dotyczących współczesnego świata, kondycji człowieka, ale i pewnych mądrości i tematów do przemyśleń. Z „Ulissesem z Bagdadu” jest podobnie. Ta historia porusza, wywołuje emocje, a le też otwiera oczy na prawdy, które niekoniecznie są dla nas – ludzi Zachodu, przekonanych o tym, że mają monopol na decydowanie, co jest dobre, wygodne…


Historia wciąż aktualna

Historia Saada, choć w Polsce wydana w 2010 roku, wydaje się być bardzo aktualna. No cóż, wiadomo nie od dziś, że każdą książkę czyta się przez pryzmat swojego własnego doświadczenia. Przynajmniej ja, od czasów studiów i przedmiotu o wdzięcznej nazwie teoria literatury, jestem entuzjastką takiego poglądu. Bo jest przecież i inny – że każde dzieło literackie ma jedną, konkretną wykładnię, w stylu „co autor miał na myśli”. Tylko, że moim zdaniem książka żyje własnym życiem i… doświadczeniem czytelników. A „Ulisses z Bagdadu” idealnie wpisuje się w nasze współczesne doświadczenia. W cały ten medialno-polityczno-społeczny szum związany z rzeszą uchodźców, którzy w ostatnim czasie docierają do Europy z Syrii, Afganistanu i… Iraku. Tak, jak Saad.

Saad Saad to człowiek, który oczywiście ma swoją historię, swoje przemyślenia i doświadczenia. Ale to bohater, którym mógłby być każdy Irakijczyk z jego pokolenia: pokolenia dotkniętego najpierw terrorem Saddama, potem biedą spowodowaną przede wszystkim nałożonym na Irak embargo, w końcu kryzysem wywołanym amerykańską zbrojną interwencją w tym kraju. To młody człowiek, który w pewnym momencie staje się jedynym męskim członkiem rodziny, odpowiedzialnym za matkę, siostry i ich dzieci. Młodym mężczyzną, który nie ma szans zadbać o swoich najbliższych w ojczyźnie. I dlatego postanawia wyruszyć na Zachód, do jawiącej się jako miejsce wszelkiej szczęśliwości Anglii.

To trudna wędrówka, pełna niebezpieczeństwem, sytuacji, których nikt z nas – współczesnych Europejczyków – przeżyć by nie chciał. Ba… które trudno nam sobie wyobrazić! W drodze Saad spotyka różnych ludzi – tak bardzo przypominających bohaterów homeryckiej „Odysei”… W końcu to przecież do tego dzieła europejskiej literatury już w samym tytule nawiązuje autor…

Najtrudniejsze w dyskusji jest nie to, by bronić jakiejś opinii, ale by ją mieć.


Historia Saada to piękna i jednocześnie okrutna opowieść. To wciągająca i przytłaczająca historia, którą przeczytać powinien każdy współczesny Europejczyk. Żeby zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi z desperacją szuka ratunku w Niemczech, Francji, Anglii. Ale też, żeby pojąć, że to my – tak, my, żyjący sobie spokojnie w europejskim dobrobycie, mogący pozwolić sobie na wieczorną lampkę wina i lekturę kolejnej książki, jesteśmy współodpowiedzialni za tragedię wielu zwykłych ludzi – Irakijczyków, Syryjczyków, Afgańczyków. To nasze embargo i działania wojenne wycelowane w, jakby na to nie patrzeć, zły reżim, dotykają Bogu ducha winnych cywili, najczęściej tych najsłabszych: dzieci, starców… To niewygodna prawda, ale właśnie dlatego ktoś musi to powiedzieć głośno. A książki są najlepszym sposobem, by z taką prawdą dotrzeć do dużej grupy odbiorców. A Schmitt trudnych prawd się nie boi…

Właśnie poruszanie niewygodnych tematów, pokazanie drogi uchodźcy od tej drugiej strony – człowieka, który desperacko szuka ratunku dla siebie i swoich bliskich, podoba mi się w tej książce najbardziej. Drugą rzeczą, która sprawiła mi ogromną frajdę podczas czytania, było śledzenie nawiązań do „Odysei”. Niektóre były dosłowne – na przykład wspomnienie o Lotofagach czy Syrenach. Inne zostały podane w sposób bardziej zawoalowany. Wszystkie sprawiły jednak, że na historię Odyseusza patrzy się po lekturze książki Schmitta inaczej. Na historię uchodźców też…

Ta fantastyczna książka została wydana przez wydawnictwo ZNAK w 2010 roku. Dla polskiego odbiorcy przetłumaczył ją Jan Maria Kłoczkowski. To lektura licząca sobie 312 stron i wywołująca naprawdę wiele emocji oraz skłaniająca do głębszej refleksji. Dlatego oceniam ją na 10/10.

A czytałam w ramach wyzwań:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz