poniedziałek, 23 stycznia 2017

Wystarczy zatroszczyć się o konkretnego człowieka – „Anioł do wynajęcia” M. Kordel

Anioł do wynajęcia

Książki Magdaleny Kordel są jedyne w swoim rodzaju. Niby idealnie wpisują się w nurt tak zwanej literatury kobiecej – tych optymistycznych, dających nadzieję na lepsze jutro powieści, w których kluczowym wątkiem jest miłość. A jednak w historiach tworzonych przez tę autorkę jest coś więcej: pochwała rodzinnego ciepła, wartości, które wszyscy znają, a tak mało doceniają w dzisiejszym zabieganym świecie. I echa historii sprzed lat, które mają wpływ na to, co dzieje się dzisiaj. 


Nie przesadzę, jeśli powiem, że książki Magdaleny Kordel są magiczne. Tak samo, jak stworzone przez nią niewielkie sudeckie miasteczko Malownicze. Tu magia miesza się z codziennością – znajdujemy ja w przygodnie spotkanym człowieku i w aromatycznej kawie, herbacie, w ciasteczkach, których na łamach powieści nie może zabraknąć. I niby już wiadomo, czego można się spodziewać, sięgając po książki autorki. A mimo to opisane w nich historie wciągają tak, że nie sposób odłożyć ich choćby na chwilę. Z „Aniołem do wynajęcia” jest dokładnie tak samo…

Książka do czytania w Boże Narodzenie


Trochę żałuję, że nie czytałam tej książki w grudniu. Ta historia po prostu pachnie świętami i wprowadza w taki nastrój, że już, natychmiast chciałoby się zagniatać ciasto na pierniczki (tym bardziej, ze autorka na końcu podaje przepisy na kilka wigilijnych potraw!). Ta powieść po prostu przesiąknięta jest magią świąt.

W opowiadanej przez Magdalenę Kordel historii mnóstwo jest cudów. Prosi o nie Michalina, która zagubiona, bez dachu nad głową chciałaby spotkać swojego anioła stróża. Prosi Konstanty, który chce jakoś uspokoić sumienie. Prosi starsza pani, Petronela, która targuje się z Bogiem i… otrzymuje to, o co prosiła, choć w zupełnie innej, niż jej się wydawało, formie. Losy ich wszystkich krzyżują się na schodach pewnego kościoła…

W powieści pojawia się też Gabrysia – kwiaciarka, która pierwsza zainteresuje się losem biednej, bezdomnej dziewczyny, a potem odkryje jej niebywały talent. Jest też przeświadczony o własnej racji pewien bucowaty jegomość i jego narzeczona. Jest ojciec Michaliny i jego dość nieprzyjemna druga żona. Wreszcie pojawia się i Malownicze (w sumie nie spodziewałam się tego, choć przecież miasteczko jest znakiem firmowym autorki), w którym wszystko dobrze się kończy. A może właściwie zaczyna???

Wiesz, na czym polega siła tej opowieści? Na miłości. Pełno jej w każdym słowie. I w czytającym też się ona budzi.


Właściwie nie trzeba nic dodawać. Ta historia wciąga, wzrusza, pozytywnie nastraja. Magdalena Kordel znów w mistrzowski sposób łączy losy ludzi, którzy z pozoru nie mają ze sobą wiele wspólnego, a w końcu stają się sobie bardzo bliscy.

Można zarzucać tej powieści, że jest zbyt cukierkowa, być może lekko przewidywalna, bo już patrząc na okładkę przeczuwamy happy end. A jednak „Anioł do wynajęcia” ma w sobie moc, prawdziwą magię Świąt…

Ta historia ma w sobie coś takiego, że gdy się ją czyta, z miejsca zaczyna się rozglądać za choinką, chce się piec pierniki i pobiec do telefonu, żeby zadzwonić do swoich bliskich.


Jestem zachwycona, ale polecam jednak czytać w okresie przedświątecznym. Dzięki temu nie straci się nic ze swiątecznej magii. Samą powieść (mimo czytania pod koniec stycznia) oceniam na 10/10.

„Anioł w kapeluszu” to powieść wydana nakładem wydawnictwa Znak w listopadzie 2016 roku. Powieść ma 381 stron (bez stron ze wspomnianymi wcześniej przepisami).

Czytałam ją w ramach wyzwań:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz