piątek, 6 stycznia 2017

Ciepła opowieść w zimowych klimatach – „Biuro przesyłek niedoręczonych” Nataszy Sochy

Po raz pierwszy zetknęłam się z autorką w tomie świątecznych opowiadań. Później sięgnęłam po napisaną przez nią wspólnie z Magdaleną Witkiewicz „Awarię małżeńską”. W końcu postanowiłam sięgnąć po powieść, o które w okresie okołoświątecznym było głośno. Przekonały mnie niezwykle zachęcające recenzje i przepiękna okładka, która skradła moje serce od razu. Przeczytałam „Biuro przesyłek niedoręczonych” i… przyznam, że mam bardzo mieszane uczucia.



Powieść idealna na Święta

Wydawca dokładnie wiedział, kiedy tę pozycję wypuścić na rynek. I choć autorka sama twierdzi w posłowiu, że pisała tę powieść w środku lata, to ewidentnie jest to historia świąteczna. Zima, Wigilia, świąteczne smaki lodów wegańskich (no urzekło mnie to baaaardzo) i… niedoręczone przesyłki, które trafiają do pewnego biura. Tutaj podlegają segregacji, tutaj zostają skatalogowane i teoretycznie tu podejmuje się próbę ich dostarczenia adresatom. Tyle, że w okresie przedświątecznym, gdy przesyłek jest szczególnie dużo, nie ma sposobu, by nad tym wszystkim zapanować. Święta nie byłyby jednak Świętami, gdyby nie zdarzające się w ich trakcie cuda…

W ręce pewnej młodej pracownicy tytułowego Biura Przesyłek Niedoręczonych wpadają listy, z uporem od trzydziestu ośmiu lat wysyłane przez parę dwojga ludzi, którzy od tak długiego czasu niezmiennie, co roku czekają na siebie w umówionym miejscu i niezmiennie wracają samotnie do domu z kolejną rysą na sercu. A mimo to trwają w swoim uczuciu, w tym, że ponowne spotkanie jest im pisane. Jednak w tym roku coś się zmienia. Oboje zaczynają wątpić, czy czekanie ma jeszcze sens, oboje zastanawiają się, czy tym razem znów pojawić się na pewnym placu w Poznaniu. Tym bardziej, że życie mocno wszystko pokomplikowało. I właśnie w tym momencie plik niedoręczonych listów trafia w ręce Zuzanny, która czuje, że tych dwoje ludzi po prostu musi się w końcu spotkać. Tym bardziej, że powód, dla którego spotkanie co roku kończy się fiaskiem jest tak banalny! Zuzannie i dwojgu starszych już obecnie ludzi, którzy jednak wciąż nie przestali się darzyć uczuciem, los zdaje się sprzyjać…

Chociaż historia Tekli i Gaspara jest głównym wątkiem powieści, w książce mamy do czynienia jeszcze z kilkoma innymi. Jest bardzo wzruszający (a dla mnie chyba ciekawszy i bardziej wart uwagi) motyw zgryźliwego pisarza, sąsiada Zuzanny i chorego chłopca, do którego także musi w odpowiednim czasie dotrzeć niedoręczona przesyłka. Jest też bardzo delikatny i mocno po macoszemu potraktowany wątek prywatnego życia Zuzanny, jej rodziny i… rodzącego się uczucia. Poza tym mam wrażenie, że ta główna opowieść, o dwóch osobach, które przez tyle lat pozostają wierne swojemu uczuciu sprzed prawie czterdziestu lat, kończy się zbyt szybko – koniec jest jakby urwany, potraktowany jednym czy dwoma zdaniami, niedopowiedziany…

No i najfajniejszy ze wszystkich (obok wegańskich lodów i pana prowadzącego kawiarnię oraz jego wnuków!) wątek Karoliny! Kim jest ta bohaterka? Dowiecie się podczas lektury. Powiem tylko, że to chyba moja ulubiona postać całej książki!

Czytać, nie czytać? Czytać! Ale tylko zimą!


Mam problem z oceną tej książki. Naprawdę. Z jednej strony to ciepła, momentami zabawna, momentami wzruszająca opowieść. Z drugiej – taka trochę przewidywalna. Właściwie zaczynając czytać wiemy już, jakie będzie zakończenie. Ok, jest element zaskoczenia związany z tajemniczą Milą, współpracownicą Zuzanny, choć według mnie ten motyw taki trochę na siłę, przedobrzony… I w sumie w związku z tym powinnam powiedzieć, że ta książka raczej nie zasługuje na miano powieści rewelacyjnej i na te wszystkie ochy i achy, o których przeczytać można w tak wielu przecież recenzjach.

A jednak „Biuro przesyłek niedoręczonych” ma to coś, co sprawia, że historia wciąga, że czytanie tej książki jest prawdziwą przyjemnością, że trudno przerwać lekturę w połowie. To powieść idealnie wpisująca się w zimowo-świąteczny klimat. Myślę, że gdybym przeczytała ja na przykład w lipcu, nie podobałaby mi się aż tak bardzo. Ale teraz, gdy czytałam siedząc w moim ulubionym fotelu, ze świątecznymi pierniczkami pod ręką, z kubkiem fantastycznej herbaty na stoliku i pięknie ustrojoną choinką migającą gdzieś w tle… książka naprawdę mi się podobała!

Wyzwania, wyzwania, wyzwania...


Książka „Biuro przesyłek niedoręczonych” Nataszy Sochy została wydana w listopadzie 2016 roku nakładem wydawnictwa Pascal. Powieść ma 304 strony i jedną z najfajniejszych okładek, jakie na polskim rynku ukazały się w ostatnim czasie.

Moja ocena (jeśli książki da się oceniać w skali liczbowej): 7/10.

A powieść tę przeczytałam w ramach wyzwań:
To pierwsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku (1/52 i 1/100).



4 komentarze:

  1. Ta lektura jest jeszcze przede mną, czekam właśnie na "pożyczkę" od Ejotka.

    Tak sobie myślę, że w okresie świąteczno-zimowym mamy inne wymagania co do książek. Szukamy i potrzebujemy takich dobrych, ciepłych pozycji i często przymykamy oko na ich przewidywalność, przesłodzoną treść i kartki przepełnione szczęściem. Takie chyba właśnie mają być te książki, ku pokrzepieniu serc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to chyba masz rację... Jakoś nie potrafię czytac w drugej połowie grudnia na przykład... kryminałów... ;) Ale jestem ciekawa, co Ty na temat tej książki powiesz (napiszesz) ;)

      Usuń
  2. Nie jestem pewna czy to książka dla mnie. Ma cudną okładkę i z pewnością jest jedną z tych ciepłych, kojących opowieści, ale przewidywalność nieco zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że z tą ksiązką jest tak, jak wyżej napisała Magda - idealna na okres świąteczny, keidy takich łatwych, ciepłych i przyjemnych lektur szukamy... Pewno czytana za dwa miesiące podobałaby mi się mniej...

      Usuń