środa, 18 stycznia 2017

Powieść pachnąca Orientem – „Woda różana i chleb na sodzie” Marsha Mehran

Są opowieści, które czyta się dla samej przyjemności czytania. Takie, w których sama akcja, choć przecież istotna, nie jest najważniejsza. Książki, które działają na wszystkie zmysły, które pobudzają zmysł smaku i węchu, otaczają feerią zapachów, aromatów i przenoszą do świata pełnego subtelnych doznań zmysłowych. Jedną z takich historii jest powieść „Woda różna i chleb na sodzie” Marshy Mehran.



Cykl, który mnie zauroczył

Ta książka jest drugą częścią cyklu opowiadającego o trzech siostrach – Irankach, uciekających przed rewolucją i szukających schronienia przed trudną przeszłością. Taką bezpieczna przystań zdają się znaleźć w niewielkim irlandzkim miasteczku. W miejscu, gdzie czas płynie inaczej – wolniej, jakby swoim rytmem. W miejscu, gdzie wciąż pamięta się dawne celtyckie zwyczaje. W miasteczku, w którym też nic nie ukryje się przed wścibskimi, lubiącymi mieć nad wszystkim piecze starszymi paniami ogłoszonymi przez same siebie strażniczkami dobrych obyczajów.

W pierwszym tomie zatytułowanym „Zupa z granatów” czytelnik mógł być świadkiem, jak siostry Amnipur próbują zbudować w Irlandii swój dom. Tamta historia koncentrowała się na tym, jak owe przybyłe z Iranu młode kobiety powoli stawały się akceptowane na irlandzkiej prowincji, jak zjednywały sobie tutejszych mieszkańców i jak powoli wrastały w miejscowy krajobraz.

W „Wodzie różanej” stworzona przez nie Cafe Babilon już na stałe wpisała się w krajobraz sennego irlandzkiego miasteczka, a orientalne aromaty z niej dochodzące stały się częścią miejscowej atmosfery. I choć wciąż jest tu grupa, której działania irańskich imigrantek się nie podobają, cieszą się one tak upragnionym w końcu spokojem…

Spokojnie, lecz wciagająco

Tyle, że w ich życiu znów dużo się dzieje. Najmłodsza przeżywa pierwsze miłosne zauroczenie, fascynację młodym mężczyzną i… pierwsze doświadczenia seksualne. Starsza Bahar, której tak trudno było uporać się z mroczną przeszłością, odnajduje w końcu spokój ducha w religii, decydując się na przyjęcie chrześcijaństwa. Najstarsza, która wciąż czuje się odpowiedzialna za młodsze siostry, w końcu pozwala także sobie na odrobinę szczęścia – zakochując się w mężczyźnie, który nagle pojawia się w jej życiu. Nie dałaby sobie na to przyzwolenia gdyby nie pojawienie się jeszcze jednej tajemniczej postaci – rudowłosej młodej kobiety o nietypowych dłoniach, która zostaje znaleziona na plaży i niemal cudem przywrócona do zdrowia. Kim jest owa tajemnicza postać? Tego dowiecie się, czytając. Powiem tylko, że sprawia, iż lektura jest jeszcze bardziej wciągająca.

„Woda różana i chleb na sodzie” to opowieść, w której fabuła przeplata się z aromatami i smakami Orientu. Podobnie, jak w poprzedniej części i tutaj znaleźć można liczne przepisy na potrawy, których sam opis sprawia, że ma się ochotę od razu pójść do kuchni i gotować. A jednak mam wrażenie, że ta opowieść jest bardziej metafizyczna od poprzedniej. Od razu skojarzyło mi się to z tytułem innej książki: „Jedz, módl się, kochaj!”. Pierwszy tom cyklu był bardziej przyziemny – mówił o tym, co takie namacalne, co potrzebne, jak jedzenie. Teraz więcej jest o rozterkach duchowych. Aż jestem ciekawa, czy w ostatnim tomie cyklu dominować będą uczucia… To oczywiście luźne skojarzenie, bo raczej trudno byłoby przypuszczać, że te książki są jakoś powiązane, ze mogły stać się dla siebie nawzajem inspiracją. Ale być może to dowód na to, że tak naprawdę w naszym życiu te trzy rzeczy: fizyczność, duchowość i miłość przenikają się i tylko ich równowaga może dać nam prawdziwe szczęście?

Wróćmy jednak do konkretów. Książkę Marshy Mehran czyta się z przyjemnością. Być może nie da się tej powieści nazwać arcydziełem światowej literatury, ale to historia mądra, ciepła i pięknie opowiedziana. Dlatego w moim prywatnym rankingu oceniam ją na 8/10.

Powieści Marshy Mehran wydało wydawnictwo W.A.B. w 2015 roku w ramach Serii z miotłą. W książce, obok treści, urzekła mnie okładka. Ta historia to 288 stron przyjemności czytania. Została przetłumaczona przez Teresę Tyszkowiecką-Tarkowską.


A czytałam w ramach wyzwania Mini Czelendż u Ejotka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz