poniedziałek, 9 stycznia 2017

Trzeba poddać się temu, co się kocha… - o „Opactwie Świętego Grzechu” Sue Monk Kidd

Pamiętam pierwsze spotkanie z autorką. Było trochę magicznie, mocno intrygująco. Było o kobietach, których losy splotły się w zaskakujący sposób. I o odkrywaniu swojego dziedzictwa… To było przy okazji czytania „Sekretnego życia pszczół”. A potem były „Czarne skrzydła” – mocna opowieść o tym trudnym okresie w dziejach USA, kiedy powoli upadało niewolnictwo, gdy na północy już mówiono o wolności czarnoskórych mieszkańców, a na południu wciąż nie chciano przyjąć tego do wiadomości. I znów o kobietach: silnych, potrafiących stawić czoła swojemu losowi. Trzecia książka – „Opactwo Świętego Grzechu” długo przeleżała na półce. Aż do teraz, gdy w ramach fejsbukowych Tygodniowych WyzwańKsiążkowych szukałam lektury, której tytuł zaczynałby się na literę O…

Trzeba poczekać, by się zachwycić...


Z początku nie porwała mnie ta powieść. Czytałam, bo lubię styl pisania autorki. No i gdzieś tam w tle majaczyła jakaś tajemnica sprzed lat. Chyba chęć jej poznania sprawiła, ze przebrnęłam przez pierwszych 200 stron. Bo mniej więcej tyle trzeba było, żeby akcja w końcu nabrała tempa. Ale od początku…

Kiedy Jessie po latach przybywa do rodzinnego domu położonego na niewielkiej wyspie, ma tylko przeczucie, że coś musi się zmienić. Coś w jej życiu. I choć przyjeżdża tak naprawdę po to, by zająć się matką, która ciężko się okaleczyła, to w tym powrocie do domu jest coś z ucieczki. Od dotychczasowego, ułożonego przecież życia u boku kochającego męża. Co prawda kiedyś, to właśnie stąd Jessie uciekła – przed monotonią i przed przykrymi wspomnieniami dotyczącymi śmierci ojca. Ale… jak mówi jedna z bohaterek książki:

Nie można opuścić własnego domu (…) Można oczywiście wyjechać w jakieś inne miejsce, czemu nie? Można zamieszkać po drugiej stronie świata, ale nigdy nie można opuścić własnego domu.

Tym bardziej, że to dom niezwykły, bo graniczący z pewnym opactwem benedyktyńskim – sanktuarium poświęconym świętej która wcześniej była syreną… To właśnie w tym opactwie Jessie znajduje swoje przeznaczenie, to dzięki niemu odkrywa prawdziwą siebie, dorośleje, staje się świadoma i silna. Nie bez znaczenia jest tu pojawienie się pewnego mnicha, który trafił do klasztoru także uciekając: przed światem, przed cierpieniem…

Choć historia, jakiej świadkiem staje się czytelnik, ma wszelki potencjał, by zainteresować – nie porywa. Motyw tajemniczej śmierci ojca, którego rozwiązanie znajdziemy pod koniec książki jest oczywiście bardzo ciekawy, ale nie na tyle, by czytać powieść z wypiekami na twarzy. Zresztą, choć kluczowy dla całej fabuły, nie jest chyba najważniejszy. Mam wrażenie, że autorce bardziej zależało na tym, by pokazać proces dojrzewania dorosłej już przecież kobiety – proces stawania się świadomą. Nawet, jeśli wymaga to emocjonalnego poświęcenia, nawet jeśli wymaga to takich środków, jak złamanie małżeńskiej przysięgi.

Motyw zdrady jest tu bardzo ważny. Przez pewną część książki nawet najbardziej akcentowany. W pewnym momencie myślałam nawet, że wokół zdrady będzie krążyć i drugi wątek – dawno zmarłego ojca. Ale tu autorka mnie zaskoczyła. Pozytywnie, muszę przyznać. I w sposób tak emocjonujący, że na kilkadziesiąt stron przed końcem lektury miałam łzy w oczach…

Intrygujący tytuł i... zakończenie!


Intryguje sam tytuł. „Opactwo Świętego Grzechu”. Miejsce święte, w którym dzieje się coś, co dziać się nie powinno. A jednak grzech ma tutaj inne znaczenie – staje się uświęcony. Czy uświęcona jest miłość, której nie sposób się sprzeciwić. A może chodzi o coś innego? Tu również autorka mnie zaskoczyła. Na początku wydawało mi się, że powieść będzie przewidywalna. Do ponad połowy byłam przekonana, że dokładnie wiem, o co chodzi. A potem… potem okazało się, że to zupełnie nie tak…

I w końcu, po przeczytaniu ostatniej strony stwierdziłam, że to jednak całkiem dobra powieść. Doszłam do wniosku, że warto było dotrwać do końca, bo lektura „Opactwa Świętego Grzechu” wywołała jednak oczekiwane emocje, zmusiła do refleksji i… niosła ze sobą po prostu przyjemność czytania. Dlatego, mimo wszystko polecam, choć trzeba zaznaczyć – to nie jest książka porywająca od pierwszego zdania. To nie jest książka, o której powiemy: „WOW!” To nie jest powieść, od której trudno się oderwać. Może z początku nużyć, może zniechęcać, ale ma w sobie to coś! I dlatego warto podjąć wysiłek i ją przeczytać…

Zdumiewało mnie, ile musimy dokonywać nowych wyborów, milion razy dziennie – wybierając miłość, a potem wybierając ją ponownie.

Wyzwania...

Książka „Opactwo Świętego Grzechu” Sue Monk Kidd została wydana w Polsce w październiku 2015 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego. Tak naprawdę ta książka to 341 stron czytania. Na język polski przetłumaczył Andrzej Szulc.

W dziesięciopunktowej skali oceniam tę lekturę na 8/10.

A ja książkę czytałam w ramach wyzwań:

- Przeczytam 52 i 100 książek w 2017 roku (2/52 i 2/100)

8 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam aby się przekonać czy i mi przypadnie do gustu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam. A jak już przeczytasz to podziel się opinią! ;)

      Usuń
  2. Bardzo waham się co do książek tej autorki, zupełnie nie wiem dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc - też się wahałam... Ale w końcu sięgnęłam po "Sekretne życie pszczół" i bardzo mi się spodobało. A potem jeszcze "Czarne skrzydła"... I od tych dwóch polecam zacząć przygodę z autorką... No chyba, że wolisz coś, w czym nie ma motywu niewolnictwa w USA...
      Warto się przekonać, chocby po to, by worbić sobie opinię... A to przecież dość głośna autorka...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Warto poznać twórczosc autorki. W koncu to dość głośne nazwisko... No a potem... ciekawa jestem Twojej opinii;)

      Usuń
  4. Całkiem niedawno przeczytałam "Sekretne życie pszczół" i była to dla mnie książka kapitalna :) Przymierzam się powoli do "Opactwa świętego grzechu". Po moich doświadczeniach z Autorką i Twojej recenzji wnioskuję, że ma Ona ten dar do odkrywania czegoś przed każdym czytelnikiem, a w sumie to zmusza byśmy w Jej książkach odkrywali coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to łądnie ujełaś... Tak, rzeczywiście autorka ma taki dar...

      Usuń