piątek, 17 lutego 2017

10 (nie)Poważnych faktów o mnie


Nie tak dawno zostałam zaproszona do zabawy w ramach LibsterBlog Award. Wtedy miałam odpowiedzieć na dziesięć całkiem ciekawych pytań. Bardzo mi się spodobało, bo tyle się o sobie dowiedziałam… A teraz… teraz zostałam zaproszona do innej, równie ciekawej zabawy przez Rosę z bloga Rosa Czyta(pamiętajcie – u niej na blog konkurs z Cherezińską, banerek na pasku bocznym). Tym razem mam napisać o sobie 10 mniej lub bardziej poważnych faktów. Znwó więc uchylam rąbka tajemnicy…


1. Uwielbiam czytać w kawiarni

Mam taką swoją ulubioną. Ostatnio powstała w Zabrzu i od razu stała się moją ulubioną miejscówką. Jako, że wciąż próbuję (dość nieudolnie) ograniczać spożycie kofeiny i cukru, bywam tam średnio dwa razy w miesiącu. Taki reset – żeby naładować baterie, zrelaksować się, zmienić otoczenie choć na kilka chwil. Zamawiam latte na podwójnym espresso z mlekiem sojowym lub jedną z tych „hipsterskich” alternatywnych kaw i obowiązkowo ciacho, bo obok tych, które mają tam w gablotce nie da się przejść obojętnie…

2. Najlepsza kawę piłam w Cadiz w Hiszpanii

Serio, serio. Znów o kawie. To chyba uzależnienie, ale… Prawda jest taka, że najlepszą kawę piłam w tym położonym na wyspie mieście w Andaluzji. Był taki czas, kiedy często tam bywałam. Uwielbiałam włóczyć się po zabytkowych uliczkach, siadać przy barze w jednej z knajpek i doskonalić swój hiszpański, rozmawiając z barmanem przy mocnej czarnej kawie, która nigdzie indziej nie smakowała tak samo. Czasem przyglądałam się ludziom i w wyobraźni tworzyłam ich historie. To mi zostało. Teraz też zdarza mi się tworzyć w myślach jakieś historie ludzi, z którymi jadę autobusem, pociągiem, którzy siedzą przy stoliku obok w kawiarni…

3. Mój pięcioletni syn zaraził mnie nową pasja, którą jest capoeira

Naprawdę. Zapisałam go na zajęcia, a potem pozazdrościłam i w końcu podjęłam decyzję (a właściwie wspólnie z mężem podjęliśmy), że też zaczniemy trenować. No i trenujemy. Taka capoeirowa rodzinka. I kurczę, powiem Wam, że ten rodzaj aktywności potrafi uzależnić…

4. Kiedyś tańczyłam taniec brzucha… w knajpie!

Orient i arabska kultura to moja kolejna pasja. Dawno temu postanowiłam nauczyć się tańca brzucha. Zapisałam się na kurs, zaczęłam regularnie chodzić na zajęcia do szkoły tańca. Z wycieczki do Turcji przywiozłam sobie nawet profesjonalny strój. Dzięki temu szkoła, w której uczyłam się tańca orientalnego zaproponowała mi udział w pokazie. Chodziło o promocję. No i się zgodziłam. Tańczyłam w jednej z gliwickich restauracji i nawet… płacili mi za to!

5. Przyjaźnię się z Omańczykami

Zaczęło się od międzynarodowego zlotu scautowego pod Londynem. Tam się poznaliśmy, bo na stołówce usiedliśmy przy jednym stole albo nasze namioty były rozstawione niedaleko. Już nie pamiętam. Po prostu zaczęliśmy rozmawiać, chodzić razem na lunche, a w wolny dzień (który przysługiwał każdemu pracującemu w ramach zlotu wolontariuszami) razem wybraliśmy się na zwiedzanie Londynu. I mimo upływu już prawie dziesięciu lat kontakt się nie urwał, a ja wiem, ze na tych ludzi mogę zawsze liczyć. Gdybym teraz kupiła bilet do Omanu, na miejscu nie musiałabym się o nic martwić. Tylko kurczę, czemu te bilety są takie drogie?! Choć ostatnio uruchomiono tanie loty do Dubaju, więc może już niedługo..?

6. Kiedy jadę sama w aucie – śpiewam

A właściwie drę się na cały głos. Repertuar zależy od mojego aktualnego nastroju, ale zazwyczaj zaczynam od afrykańskiej piosenki, której nauczyli mnie znajomi z RPA, potem na warsztat idą piosenki capoeira, a potem cały „ogniskowo-harcerski” śpiewnik… Dlaczego w aucie? Bo czuję się swobodnie – nikt nie słucha… Choć czasem , gdy stoję na jakimś skrzyżowaniu i widzę minę kierowcy auta obok, to się zastanawiam, czy aby nie drę się za bardzo… ;)

7. Moją ulubioną potrawą są… ziemniaki z kwaśnym mlekiem!

W ogóle uważam, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Ziemniaki z kefirem, kasza gryczana z kwaśnym mlekiem, czerstwy chleb smażony w jajku… Choć ostatnio większą uwagę zwracam na to, co jem i już staram sobie nie folgować…

8. Moim ogromnym marzeniem jest… start w maratonie


Na razie wciąż odkładam to w czasie. Tak samo, jak rozpoczęcie treningów. Specjalne buty do biegania łypią na mnie z kąta i są takim wyrzutem sumienia, bo najtańsze nie były. Ale wiem, że niedługo znów zacznę swoją biegową przygodę. Niech tylko ten nieszczęsny smog w końcu zniknie!

9. Kiedy chcę zmarnować czas gram w Candy Crush Saga na Facebooku

To jedna z tych gier, które uzależniają i sprawiają, że czas przecieka przez palce. Staram się więc nie patrzeć w lewy górny róg ekranu gdy odpalam Facebooka. Ale czasem ulegam… A ta prosta gra niesamowicie wciąga. I to jest jedyna gra, w którą gram na komputerze, czego nie może pojąć mój mąż – wielbiciel grania na konsoli. A, sorry, czasem udaje mu się namówić mnie na pojedynek w Mortal Combat – naciskam wtedy wszystkie przyciski bez jakiegokolwiek planu i ładu. Ale ta taktyka skutkuje, bo… często wygrywam!

10. Scrapowanie to jedyna rzecz, na którą wydaję pieniądze bez opamiętania

Kiedyś były jeszcze książki, ale od czasu, gdy postanowiłam nie kupować, twardo się tego trzymam. I pokochałam biblioteki! Ubrania kupuję w ostateczności, gdy już naprawdę nie mam co na siebie włożyć. Jedzenie i kosmetyki, gdy potrzeba. Rzeczy, na które wydaję pieniądze przeznaczone na przyjemności to właśnie scrapbooking i… prezenty dla dziecka! W tych dwóch sytuacjach tracę kontrolę, więc profilaktycznie nie wchodzę na strony scrapowych sklepów, zostawiając zrobienie większych zakupów na czas Śląskiego Zlotu Scrapowego.


Hmmm… dziesięć faktów. Ciekawe, czy czymś Was zaskoczyłam? A może już wszystko o mnie wiedzieliście?

Tradycyjnie nie nominuję nikogo. Ale chętnie poczytam o was na Waszych blogach…

2 komentarze:

  1. 1. Kiedyś czytywałam w kawiarniach. Lubiłam się uczyć np. w "Czułym barbarzyńcy" w Warszawie :)

    4. Ja też! Ja też! ale nie w knajpie, liczy się? :D

    9. Ja gram w simsy :D i cywilazację... i Wiedźmina :P

    6. Śpiewam w wannie :D i w pracy :D i czasami na przystanku autobusowym (ale to nieświadomie zaczynam śpiewać w myślach i nagle się orientuję, że to nie jest w myślach :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Czułym" nigdy nie byłam. Choć bardzo chciałam. Tyle, ze do Warszawy mi bardzo nie po drodze;)
      Taniec liczy się wszędzie! ;)
      Te gry, które wymieniłaś są stanowczo zbyt skomplikowane jak dla mnie. nie ogarniam. Candy Crush i tym podobne to jedyne, co jestem w stanie pojąć;)
      Śpiewanie jest fajne. I podobno odblokowuje czakrę gardła;) Więc śpiewajmy!

      Usuń