piątek, 24 lutego 2017

Indie wchłaniają. Przyciągają jak magnes i wchłaniają – „Moje Indie” Jarosława Kreta


Indie. Kraj tak wielkiej różnorodności kulturowej i religijnej. Kraj o bogatej tradycji. Kraj tak ogromny, z ogromną ilością mieszkańców. Kraj najczęściej kojarzony z filmami bollywoodzkimi, z krowami na ulicach i z przepiękną budowlą Taj Mahal, która w świadomości wielu jest pałacem, choć tak naprawdę jest przecież grobowcem… Niby dużo wiemy o Indiach. Niby mamy z tym krajem tak wiele skojarzeń. A jednak za każdym razem, gdy sięgam po jakąś książkę o tym kraju, dowiaduję się nowych rzeczy. Tak było i tym razem…



Jarosława Kreta, szerszej publiczności znanego jako pan od pogody z TV, poznałam jako autora już wcześniej. Jakiś czas temu czytałam jego publikację „Mój Egipt” – książkę, która bardzo mi się podobała, bo pokazywała ten pustynny, dziś arabski kraj d zupełnie innej strony, niż Europejczyk zazwyczaj ma szansę obejrzeć. Jarosław Kret spędził tam mnóstwo czasu, jako student i zdążył poznać ten kraj od podszewki. A potem postanowił swoją wiedzą podzielić się z czytelnikami, swoje wspomnienia i anegdotki uzupełniając naprawdę ciekawymi informacjami, o których nie przeczytamy w przewodniku i o których zazwyczaj nie wspomni nam pracownik biura podróży opiekujący się turystami w Egipcie. „Mój Egipt” to książka, która podobała mi się bardzo. Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam też po „Moje Indie”.

„W Indiach nie ma jutra. W Indiach każdego dnia jest dzisiaj”


W książce „Moje Indie” Jarosław Kret wspomina swoje wielokrotne pobyty w tym kraju: opowiada o spotkaniach z mieszkańcami, o swoich przygodach i rozmowach z różnymi ludźmi. To jednak punkt wyjścia do rozważań na temat kultury, historii i religii Indii. A może raczej wybranych fragmentów tych dziedzin, bo chyba nie jest możliwe, by w jednej książce wyczerpująco opowiedzieć o wszystkim.

Autor stara się pokazać dość spójny (o ile taki w przypadku tego kraju w ogóle jest możliwy) obraz Indii. Dzięki temu ta książka może być swego rodzaju podstawowym elementarzem wiedzy o Indiach dla tych, którzy planują kiedyś podróż w tamte rejony i dla tych, którzy lubią po prostu wiedzieć więcej o świecie.

Na pewno nie jest to przewodnik turystyczny. Nie jest to też reportaż sensu stricte. Raczej zbiór opowieści, jakie usłyszeć można z ust przyjaciela, który już kiedyś tam był. Sam styl tych opowieści przypomina zresztą właśnie taką rozmowę ze znajomym. I choć z jednej strony jest to fajne, bo dzięki temu udaje nam się poznać Indie nieco bliżej, z drugiej… stanowi największy mankament tej książki.

Taki przyjacielski styl opowieści sprawia, że autor często wplata fragmenty, które powinny bawić, ale chyba nie do końca spełniają swoją funkcję. Być może moje poczucie humoru jest inne, a być może te humorystyczne akcenty są tu umieszczone trochę na siłę. Nie wiem też, czemu autor tak bardzo uparł się wciąż wspominać polskie zwycięstwo pod Grundwaldem. Rozumiem, ze w niektórych miejscach miało to sens, by pomóc czytelnikom umiejscowić pewne wydarzenia w czasie (wszak data Bitwy pod Grundwaldem to chyba jednak z kilku, które pamięta każdy Polak), ale wciąż ten Jagiełło i Jagiełło… A co ma piernik do wiatraka, chciałoby się spytać.

Z drugiej strony nie brakuje tu fragmentów bardzo wartościowych, pełnych informacji, które nie tylko są interesujące, ale podane w prostej, pozwalającej zrozumieć pewne zjawiska formie. Ot choćby historia sierocińca dla dzieci wracających z Syberii za Armią Andersa. Albo cały rozdział poświęcony panującym w Indiach religiom. I ten o świętych krowach, wyjaśniających, dlaczego krowy są tak szanowane w Indiach, dlaczego nikt nie przegania ich z ulicy i dlaczego w ogóle spacerują środkiem zakorkowanych dróg, na których, biorąc pod uwagę indyjską kulturę jazdy, raczej nie jest bezpiecznie.

„Moje Indie” to nie jest książka, która rzuca na kolana. To nie jest publikacja, o której długo się pamięta, nie opowiada poruszających historii, nie roztrząsa palących problemów współczesnego świata. A jednak to publikacja ciekawa. Do poczytania, by nieco poszerzyć swoje horyzonty.

Moja ocena: 7/10.
Wydawnictwo: Świat Książki. Ilość stron: 330.

Czytałam w ramach wyzwań:

- wielkobukowe (kategoria: NA JEDWABNYM SZLAKU) #WB2017.

4 komentarze:

  1. Kurczę nie przepadam za Kretem, ale z drugiej strony lubię indyjskie kliamaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka fajnych ciekawostek można z tej ksiązki wyciągnąć;)

      Usuń
  2. Jakoś mnie ta pozycja nie przekonuje, także raczej nie przeczytam. Choć kto wie...
    ps. Chciałabym Cię serdecznie zaprosić do udziału w moim wyzwaniu czytelniczym NA TROPIE :)----> więcej szczegółów u mnie na blogu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba czytać wszystkiego. Tyle jest książek, ze coś trzeba wybrać...

      Usuń