czwartek, 16 lutego 2017

Prawdziwy smakosz delektuje się bez pośpiechu – „Tymczasem” Izabeli Sowy



Izabela Sowa, jest według mnie, autorką specyficzną. Kiedy sięgam po jej książki nie nastawiam się na przysłowiowe fajerwerki. Nie oczekuję, ze historia mnie porwie, że wzruszy do łez, zaszokuje… Bardziej czytam te lektury, bo podoba mi się sposób, w jaki Sowa obserwuje otaczającą nas rzeczywistość, jak trafnie pokazuje problemy współczesnych zwykłych ludzi, skupia się na tym, czego na co dzień nie zauważmy lub nie chcemy zauważać. Sięgając po powieść „Tymczasem” oczekiwałam tego samego. I nie zawiodłam się.



„Uważał, że łapaniu ulotnych chwil towarzyszy zbyt dużo histerii”


Trudno powiedzieć, by ta powieść miała wartką akcję. Owszem opisana jest tu historia kobiety przed czterdziestką, która teoretycznie jest spełniona - robi karierę w stolicy, współpracuje z telewizją, z kolorowymi magazynami. Dla jej rodziny z Bukowiny to oznaki sukcesu. Tyle, że wszystko to jest na tytułowe tymczasem: związek bez zobowiązań, taki niby razem, ale osobno, bez brania odpowiedzialności za drugą osobę; praca od zlecenia do zlecenia i nigdy nie wiadomo, czy kolejna klientka się nie wykruszy albo nie zapomni zapłacić. I jeszcze problem z kredytem i kompletny brak czasu dla bliskich. Nawet kota oddała wujowi na wieczne „tymczasem”.

Sytuacja zmusza ją jednak do nieoczekiwanej wizyty w Krakowie. W końcu będzie można odwiedzić wuja, z którym kontakt dawno się urwał, odpocząć i przemyśleć parę spraw. Czy ten nieoczekiwany wyjazd zmieni życie bohaterki? Czy będzie miał wpływ na jej postrzeganie wielu spraw?

„Prawdziwy smakosz delektuje się bez pośpiechu”


Żyjemy w czasach, w których wszystko musi być natychmiast, na już i jeszcze uwiecznione na fotce ładowanej od razu do portali społecznościowych. Bo chodzi o to, żeby się pochwalić gdzie się było, co się robiło i jadło. Tylko, że… nie ma miejsca na większą refleksję. Żyjemy „tymczasem” bez radości życia, bez smakowania tego, co nam przynosi. Tak jak bohaterka książki. Czasami przychodzi chwila otrzeźwienia, ale niekoniecznie. Czasem życie po prostu przecieka nam przez palce – bez celu.

Właśnie o tym w swojej powieści pisze Izabela Sowa. Jak zawsze wnikliwie obserwuje otoczenie. Jak zawsze trafnie stawia diagnozę współczesnego świata. Pewnie dlatego ta lektura tak uwiera. Wytyka nam nasze słabości, pokazuje, jak bezcelowe jest uganianie się za tym, co „tymczasem”.

Nie jest to powieść idealna. Nie wciąga, nie wywołuje tak wielu emocji. I choć jest akcja, która może zaintrygować, nie o te akcję tu chodzi. To nie jest lektura do połknięcia, do zanurzenia się i nieodkładania dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania. A jednak warta, by poświęcić jej chwilę uwagi. I zastanowić się, czy my też nie żyjemy gdzieś w „tymczasem”…

Moja ocena: 7/10


Wydawnictwo Znak. Ilość stron: 318.

Czytałam w ramach wyzwania WyPożyczne (egzemplarz z biblioteki)

2 komentarze:

  1. Dzięki takim książkom można się chyba na chwilę zatrzymać w czasie, przestać biec i zapatrzyć się na świat. Takie pozycje, mimo że nie są może bardzo porywające to z pewnością skłaniają do jakiejś refleksji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego warto od czasu do czasu po nei sięgnąć;)

      Usuń