czwartek, 2 lutego 2017

Przeczytane poradniki – styczeń 2017


Od czasu do czasu lubię sięgnąć po różnego rodzaju poradniki. Szukam w nich wskazówek, co zmienić, by czuć się i wyglądać lepiej. Czasami udaje się trafić na naprawdę fajną pozycję, czasami czytanie tych książek wydaje się być tylko stratą czasu. Dlatego postanowiłam raz w miesiącu przygotować notkę o czytanych przeze mnie w danym okresie poradnikach – być może dla kogoś będzie to wskazówka, po co sięgnąć, a co lepiej sobie odpuścić…




W styczniu udało mi się przeczytać trzy książki tego typu. Jedną jestem zachwycona, z innej dowiedziałam się paru ciekawostek, a jedna to zupełnie nie mój klimat, choć wiem, że wielu osobom może się spodobać….

E. Kozioł „Wyrzuć chemię z domu”


Ta pozycja kusiła mnie od dawna. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że w ostatnim czasie dużą wagę przygotowuję do tego, by uporać się z nadmiarem chemii panoszącej się wokół. A książka Ewy Kozioł (i jej blog!) jest skarbnicą wiedzy na temat zdrowego, prostego i naturalnego życia. 

Trzeba przyznać, ze dla osób interesujących się tą tematyką, dążących do stworzenia zdrowej przestrzeni we własnym mieszkaniu, książka może być inspirująca. Bardzo dużo w niej przepisów na robione własnoręcznie naturalne kosmetyki i środki czystości. Ponadto można tu znaleźć ciekawe i dość… przerażające informacje o różnych składnikach kosmetyków, płynów do mycia itd. To te tabelki przekonały mnie najbardziej do tego, by sięgnąć po sprawdzone i naturalne metody: sodę oczyszczoną, ocet, wodę utlenioną… 


Sama książka – ciekawa, inspirująca. Część zawartych w niej porad już wprowadzam w życie i… widzę efekty! I choć wiem, ze wciąż dużo jeszcze mam do zrobienia, to nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję!


Praca zbiorowa „Projekt bieganie”


Jakiś czas temu mąż zaraził mnie miłością do biegania. Kupiłam sobie odpowiednie buty, nawet zapisałam się na jakieś zawody. Potem zaczęłam pracę, w której dużo się stoi. Na dodatek pracowałam na zmiany. Byłam fizycznie wykończona, a jeszcze przecież dom, dziecko… Buty powędrowały do szafki. Ale teraz znów wszystko się pozmieniało, a ja z coraz większą zazdrością patrzę na osoby biegające poboczem, gdy ja tłukę się samochodem… Postanowiłam więc znów nakręcić się trochę na bieganie i… trafiłam na tę książkę.

I powiem szczerze – jest rewelacyjna! Idealna dla osób, które chcą zacząć biegać lub, jak ja, do biegania wrócić. Napisana przez amatorów biegania, osoby prowadzące blogi o tej tematyce i przede wszystkim aktywnie biegające. W książce znaleźć można skuteczne porady dotyczące motywacji, udziału w zawodach, diety biegacza i konkretnych ćwiczeń, które pomogą w uzyskaniu jak najlepszych biegowych efektów, poprawią ogólną kondycję, rozciągną mięśnie po treningu i rozgrzeją przed. Moim zdaniem to taka pozycja must have albo chociaż must read wszystkich myślących o bieganiu. Dla tych, którzy już są doświadczonymi biegaczami może być nieco nudna – oni teoretycznie powinni to wszystko wiedzieć – ale dla takich jak ja – IDEALNA!

Ch. Cho „Sekrety urody Koreanek”

Wydawniczy hit. Ta książka stała się bestsellerem i dla wielu prawdziwą biblią dbania o urodę, a konkretnie o skórę twarzy. Autorka – Koreanka wychowana w USA – opisuje tu znane na całym świecie koreańskie sposoby dbania o zdrową i piękną cerę. Przy tym zachwyca się tez pochodzącymi z Korei kosmetykami. A trzeba przyznać, że ten kraj jest prawdziwym liderem jeśli chodzi o wymyślanie nowych preparatów i… opakowań. Ale czy warto biec do księgarni po tę książkę?

Powiem tak: jeśli jesteś osobą, która uwielbia kosmetyczne nowinki – jasne! Jeśli jednak, tak jak ja, wyznajesz raczej zasadę minimalizmu także w łazience i kosmetyczce – lepiej wypożycz. Warto przeczytać i wyciągnąć z niej kilka ciekawych informacji. Ale od zachwytów jestem daleka. Szczerze mówiąc nie wiem, czy o sukcesie tej książki zadecydowała odpowiednia jej promocja, czy też moda na wszystko, co koreańskie (lub dalekowschodnie, bo japońskie też ostatnio budzi duże zainteresowanie). 

Mnie znacznie bliższe jest podejście D. Loreau, która, nawiązując z koeli do japońskiego minimalizmu uważa, że w łazience z powodzeniem wystarczy słoiczek z oliwą z oliwek, nie zaś, jak chce Ch. Cho cały zestaw różnego rodzaju toników, mydeł, olejków, maseczek i czego tam jeszcze… Ale t już chyba zależy od indywidualnych preferencji…

A Wy czytaliście jakieś ciekawe, warte polecania poradniki w styczniu? Podzielcie się w komentarzach!

4 komentarze:

  1. Kompletnie, ale to absolutnie wcale nie czytuję poradników. Mimo to zaciekawiła mnie E. Kozioł „Wyrzuć chemię z domu” - cóż może się jednak z nią przeproszę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytuję. Moze nie jakoś nałogowo, ale czasem chętnie po coś sięgnę, by się dowiedzieć nowych rzeczy. Innym razem, by sprawdzić, na czym polega fenomen danej książki...

      Usuń
  2. Czasem i ja mam fazę na poradniki, z tych wybrałabym "Sekrety urody Koreanek"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Jeśli jesteś fanką dbania o piękną skórę twarzy, nowinek kosmetycznych i kosmetycznych rytuałów to ta książka na pewno C się spodoba;)

      Usuń