środa, 15 marca 2017

Ludzka to rzecz trudzić się, nie boska – „Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa


Są książki, które kuszą piękną okładką. Na sam ich widok chcemy je przeczytać, bo… są po prostu ładne. Są i takie, których okładka wcale ładna nie jest, a mimo to przykuwa uwagę. A kiedy jeszcze przeczytamy umieszczony z tyłu okładki opis – intrygujący, dający obietnicę lektury innej, niż wszystkie do tej pory, sięgamy po lekturę, przeczuwając, że będzie to ciekawa przygoda. Książka „Krzyżowiec” Grzegorza Wielgusa należy z pewnością do tej drugiej kategorii.




Przyznam, że okładka tej książki trochę mnie przerażała. Ale też jest idealnie dopasowana do treści. Patrzymy na okładkę i wiemy, czego możemy się spodziewać. Wiemy, że nie będzie lekko, miło i przyjemnie. Wiemy też, że będzie ciekawie, bo jednak coś w samej okładce jest takiego, że intryguje, nie pozwala zapomnieć, sprawia, że prędzej czy później, jeśli oczywiście choć trochę interesuje nas tematyka średniowiecza i wypraw krzyżowych, sięgniemy po tę pozycję.

„Nie ma nic groźniejszego niż cud, a cudem jest Ziemia Święta”


Historia, którą Grzegorz Wielgus opowiedział w „Krzyżowcu” jest niezmierne ciekawa. Osadzona w realiach średniowiecznej Europy, nad którą zawisło widmo czarnej śmierci i w której rzeczywistość miesza się ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Wielgus czerpie w swojej powieści z tak żywych jeszcze w średniowieczu legend i wierzeń. Obok realiów historycznych na kartach powieści co i rusz napotykamy dawne demony: a to południcę (w słowiańskiej Serbii), a to Roberta Diabła (w Rawennie).

Sam bohater też jest ni to realny, ni to fantastyczny. Przynależy jakby do obu światów: żywych i martwych. Bo z jednej strony wyrusza w trudną podróż do Ziemi Świętej, by spełnić dane dawno śluby. W trakcie wędrówki czuje ból, zimno, nieobce mu są też takie uczucia jak współczucie czy gniew. Z drugiej strony – nie potrzebuje jedzenia i picia, bo żywi się żarem z ogniska, nie mówi, od wielu już lat jest martwy, choć nie było mu dane odpocząć w pokoju. Wciąż musi odpokutować swoje winy. Lepiej na ziemi, walcząc o Jerozolimę, niż w czyśćcu…

Towarzyszymy temu żywemu-martwemu w wędrówce z zachodnioeuropejskiego klasztoru do Ziemi Świętej. Towarzyszymy mu podczas wielu bitew i potyczek. Wciąż zastanawiamy się, czym sobie zasłużył na tak okrutną w gruncie rzeczy pokutę, kim był w poprzednim życiu, co takiego zrobił. Choć nie jest sympatycznym gościem, w pewnym momencie zaczynamy go lubić. Choć może to zbyt duże słowa, może bardziej pasowałoby, że zaczynamy mu kibicować? Im więcej stron książki przerzucamy tym bardziej widzimy w głównym bohaterze człowieka…

„To trudności oraz walka ze słabością czynią ludzi wielkimi”


Grzegorz Wielgus napisał powieść, która wyróżnia się wśród wielu innych. Odważnie stworzył głównego bohatera, który na ponad 350 stronach nie odzywa się ani razu. To oczywiście sprawia, że w powieści dialogów jest mało, znacznie więcej tu opisów. A do stworzenia tych ostatnich autor przygotował się dobrze – naprawdę zna historię średniowiecznej Europy, poznał szczegóły topograficzne, dawne wierzenia, zwyczaje.

Bardzo ciekawe jest też stosowanie w narracji dwóch czasów: cała historia opowiadana jest w czasie przeszłym. Wyjątek stanowią te fragmenty, które opisują potyczki, bitwy, walki. Te opisane są w czasie teraźniejszym, co sprawia, że są bardziej dynamiczne i wyróżniają się na tle całej historii. Na początku trochę mnie to zaskoczyło, ale muszę przyznać, że ten zabieg bardzo korzystnie wpłynął na odbiór całej historii.

Nie mogę powiedzieć jednak, że „Krzyżowiec” to powieść idealna. Przyznam, że przez pierwszy fragment trudno było mi przebrnąć – był tak okrutnie turpistyczny. Bałam się, że tak będzie do końca, ale nie – później autor nie koncentrował się już tak na opisach anatomii i choć cała powieść jest mroczna, jak historia średniowiecznej Europy, choć naturalizm i turpizm są tu obecne od początku do końca, to w miarę posuwania się naprzód akcji te mocne opisy schodzą na dalszy plan. Czytelnika zajmuje bardziej opowiadana historia. A ta wciąga…

Dlatego mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę. Nie wszystkim. To nie jest powieść dla miłośników lekkich i przyjemnych historii, o których od początku wiadomo, ze kończą się happy endem. Nie jest to książka dla tych, którzy są zbyt wrażliwi, by ze spokojem czytać mocne, krwawe fragmenty. Ale na pewno miłośnicy historii średniowiecznej Europy, opowieści o zakonach rycerskich i lektur z elementami powieści grozy będą zadowoleni.

Powieścią „Krzyżowiec” Grzegorz Wielgus pokazał, że jest autorem odważnym, który nie boi się łamania pewnych schematów. I wierzę, że o tym autorze jeszcze usłyszymy.

Moja ocena: 8/10.
Wydawnictwo Novae Res, ilość stron 373.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi.


A czytałam w ramach wyzwania u Wedźmy. Kategoria: osoba. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz