środa, 29 marca 2017

Zobaczymy, habibti, tu jest Gaza – „Spotkajmy się w Strefie Gazy” Luisy B. Waugh



Izrael do kraj, który fascynuje mnie od długiego czasu. I choć ta fascynacja przechodziła różne stadia – od zachwytu nad tym, że tak młode państwo tak bardzo liczy się na arenie międzynarodowej po oburzenie tym, w jaki sposób traktowani są niektórzy jego mieszkańcy, wciąż chętnie sięgam po wszelkie publikacje na temat tego rejonu świata. Ostatnio bliżej mi do pozycji poruszających temat Palestyńczyków. Być może dlatego, że jakoś ich w księgarniach i w bibliotekach więcej? A może dlatego, że okres zachwytu nad Izraelem już minął i przyszedł czas na przyjrzenie się jego ciemniejszej stronie?


Wiem, że kiedyś chciałabym znów odwiedzić ten kraj. Ale podróżować po nim bardziej świadomie. Nie chodzić utartymi, pielgrzymimi szlakami, tak pełnymi turystów różnych narodowości, ale zboczyć z głównych dróg. Odwiedzić dzielnice skrajnie ortodoksyjnych żydów, nielegalne beduińskie wioski, palestyńskie domy. Zobaczyć Izrael prawdziwy, nie ten polukrowany. Lecz wiem, że póki sytuacja tam jest tak bardzo napięta, nie odważę się pojechać. Na razie więc pozostają książki. Takie, jak „Spotkajmy się w Strefie Gazy” Luisy B. Waugh.

„Wszyscy słyszeli o Gazie, ale większość nie zobaczy jej na własne oczy”

Temat Gazy i starć zbrojnych pomiędzy palestyńskimi bojówkami, a izraelskim wojskiem co jakiś czas powraca na nagłówki gazet. Bo co jakiś czas Izrael postanawia rozprawić się ze zbrojnymi grupami Hamasu, który uważa za organizację terrorystyczną, choć oficjalnie to właśnie Hamas rządzi w Gazie. Palestyńscy bojownicy nie pozostają dłużni – co jakiś czas w stronę Izraela wypuszczają kolejne rakiety, które co prawda niewiele mogą zdziałać, jeśli chodzi o skalę zniszczeń, ale wciąż podtrzymują u Izraelczyków poczucie niepokoju. Sytuację w Gazie można opisać więc tak: co jakiś czas szybkie i krwawe akcje wojsk izraelskich, przeplatane okresami względnego zawieszenia broni i blokad, przez które Gaza jest niedostatecznie zaopatrzona w podstawowe produkty. Nie ma paliwa, więc nie ma prądu. Powoli zaczyna brakować wody, a sprowadzanie jej z Izraela raz jest dozwolone, raz nie. I w takich warunkach żyje mnóstwo Palestyńczyków, stłoczonych na niewielkim pasie ziemi. Ale wciąż tam trwają, bo…

„Imperia i okupanci przychodzą i odchodzą, ale miłość zwyczajnych ludzi do swojej ziemi – i więź, która ich z nią łączy – ma najgłębsze korzenie.”

Do takiej Gazy przyjeżdża autorka reportażu. Zaczyna pracę dla centrum, które monitoruje sytuację cywilów mieszkających w Strefie Gazy. Rozmawia z rodzinami ofiar izraelskich interwencji, jak to się oficjalnie mówi, choć słowo atak pasowałoby tu znacznie bardziej. Ale Luisa B. Waugh tropi też fragmenty normalności w Strefie Gazy: opisuje spotkania towarzyskie, wieczory spędzane w kawiarniach, wyjścia do restauracji i na plażę. Odkrywa miejsca niezwykłe – jak zabytkową, wciąż działającą łaźnię – miejsce, w którym można się zrelaksować i zapomnieć o trudnej rzeczywistości czekającej na zewnątrz.

Pewnie dlatego ta książka tak bardzo porusza. Pokazuje wszystkie oblicza Strefy Gazy – od tych brutalnych i tragicznych, które najchętniej pokazują światowe media (oj, przebywającym w Gazie w czasie izraelskich nalotów zagranicznym dziennikarzom dostało się trochę od autorki za to ciągłe poszukiwanie sensacyjnych, co bardziej tragicznych i spektakularnych historii, bez wgryzania się w ogół problemu), po te, które gdyby nie fakt, że to Gaza, byłyby całkiem normalne – ot fragmenty zwykłego życia w dużym mieście. ..

„Nie jesteśmy zwierzętami, ani ofiarami, tylko zwyczajnymi ludźmi, którzy chcą, żeby pozwolono im żyć i oddychać pełną piersią.”

Przyznam, że ten reportaż mnie wciągnął. Bardzo. To kolejna książka, która zmieniła mój sposób postrzegania danego miejsca i sytuacji. I choć od lat jestem przeciwna sposobowi, w jaki Izrael traktuje Palestyńczyków, ta pozycja znów rzuciła kolejne, inne światło na cała te sprawę. Im więcej czytam o sytuacji w Palestynie, tym bardziej dociera do mnie, jak złożony to problem – ten konflikt, trwający już prawie siedemdziesiąt lat ma tyle różnych aspektów, tyle kolejnych węzłów, które trzeba rozwiązać, że teraz to już właściwie nie wiadomo, o co chodzi. Choć nie, w gruncie rzeczy chyba jednak wiadomo – o poczucie godności, wolności i bezpieczeństwa. Z obu stron…

Książkę „Spotkajmy się w Strefie Gazy” polecam. Tym, którzy sytuacją na Bliskim Wschodzie się interesują i tym, którzy wypowiadają swoje opinie na jej temat bez refleksji, bez próby poznania sedna problemu. I jeszcze wszystkim tym, dla których lektura ma być nie tylko rozrywka, ale i szansą na poszerzanie własnych horyzontów.

Moja ocena: 10/10
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, ilość stron: 387, tłumaczenie Tomasz Wilkusz.

A czytałam w ramach wyzwań:

6 komentarzy:

  1. Bliski Wschód to od dawna mój "konik", więc z wielką chęcią sięgnęłabym po tę pozycję, tym bardziej, skoro oceniasz ją tak wysoko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bliski Wschód od dawna interesuje całą moja zwariowaną rodzinkę, jednak cała rodzina jak tylko wpsomnimy o tej krainie trzęsie się ze strachu. Nie mam pojęcia dlaczego. Póki co najdalej byłam na Ukrainie, ale kocham tamtejszą kulturę jak żadną inną. Co do Izraela to kiedyś na pewno zobaczę. Ostatnio spotykałam się z sytuacją, że na lotniku nie przepuścili osób lecących do Izraela tylko dlatego, że wcześniej byli w Arabii Saudyjskiej.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... pieczątk z krajów arabskich w paszporcie mogą skutkować niewpuszczeniem na teren Izraela. Warto o tym pamiętac, gdy planuje się podróż do Izraela, a wcześniej było się na wakacjach w Dubaju czy Egipcie (choć teoretycznie między Egiptem i Izraelem jest pokój). Ale cały Bliski Wschód jest tak niesamowicie interesujący!

      Usuń
  3. Lubię reportaże korespondentów wojennych. Wiem, że to nie jest publikacja wyłącznie o konfliktach zbrojnych (co wyczytałam z Twojej recenzji), ale i tak zapisuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie o Gazie najczęściej się słyszy, jak zauważyłaś, o tych spięciach, ale niewiele wiemy o zwykłych ludziach. To co kocham w reportażach to właśnie możliwość poznania życia normalnych ludzi, nawet jeśli żyją w dość ciężkich warunkach.

    OdpowiedzUsuń