piątek, 10 marca 2017

Życie biegnie utartym torem – „Na południe od granicy, na zachód od słońca” Haruki Murakamiego



Styl Murakamiego jest nie do podrobienia. Realizm magiczny osadzony w kulturze japońskiej. Tak bym to chyba nazwała, choć pewnie każdy miłośnik książek tego utalentowanego i uznanego na całym świecie japońskiego autora będzie miał na ten temat swoje zdanie. Od czasu do czasu sięgam po powieści tego autora. Po to, by przeczytać co innego, żeby zanurzyć się w tę nietypową, niespieszną i w gruncie rzeczy poruszającą narrację.




Zapragnęłam odmiany. Czegoś innego niż wszystko, co ostatnio czytałam. Podróży do dalekiej kultury, która fascynuje, choć nie budzi we mnie takich emocji, jak kultura Bliskiego czy Środkowego Wschodu. A jednak jest w Japonii coś takiego, co trudno uchwycić. Kontrasty, dla Europejczyka trudne do ogarnięcia. I sposób życia, myślenia, tak nam daleki. Haruki Murakami czerpie w swoich powieściach z kultury swej ojczyzny garściami. Pisze o Japonii i jej mieszkańcach w specyficzny, japoński sposób. A jednak udaje mu się uchwycić prawdy uniwersalne. Przedstawić kondycje człowieka samotnego w tłumie – problem obecnie już chyba globalny…

„Stając się kimś innym, mogę uwolnić się od wszystkiego”.


„Na południe od granicy, na zachód od słońca” to powieść, która idealnie wpisuje się w twórczość Murakamiego. Dużo tu o wyobcowaniu i o samotności. O miłości, która rzadko bywa spełniona i która często przynosi więcej cierpień niż szczęścia. Wszystko to na tle japońskiej kultury i japońskich krajobrazów.

Bohater od dzieciństwa zakochany jest w swojej szkolnej koleżance, która, tak jak on, odstaje od grupy. Oboje są jedynakami, co w tamtych czasach staje się niejako piętnem. Ona dodatkowo dołącza do nowej klasy, jest więc tym bardziej obca. I jeszcze kuleje na jedną nogę, przez co nie może z innymi grać w piłkę, chodzić na basen. Pomiędzy dwojgiem tych młodych ludzi tworzy się nietypowa więź, która trwa, mimo zerwania kontaktów na wiele lat…

Oboje układają sobie życie. On nie stroni od damsko-męskich doświadczeń, by w końcu założyć rodzinę i stać się właścicielem dwóch bardzo popularnych pubów. Ona… właściwie nie wiemy, co się z nią dzieje. Dopiero, gdy trafia do baru prowadzonego przez swojego dawnego kolegę, przyjaciela, otrzymujemy jedynie skrawki jej historii. Możemy domyślać się, że jej życie jest trudne, ale co dokładnie się w nim działo i dzieje do tej pory? Nie wiemy. Autor do końca pozostawia nas z wieloma pytaniami, na które nigdy nie otrzymamy odpowiedzi.

To przypadkowe spotkanie sprawia, że dawne uczucia odżywają i to ze wzmożoną siłą. Tylko, czy można zmienić swoje życie? Czy człowiek ma prawo do rzucenia wszystkiego i pójścia za głosem serca, choć takie działanie może ranić innych? Czy da się wejść dwa razy do tej samej wody? – z tymi pytaniami zostaje czytelnik po zakończonej lekturze, której ostatnie zdania dostarczają tyleż samo wątpliwości, co odpowiedzi.

„Nasze życie biegnie utartym torem, a my tylko spełniamy wyznaczone cele”.


Haruki Murakami stworzył kolejny tekst nastrajający do refleksji. „Na południe od granicy, na zachód od słońca" to książka, którą czyta się z przyjemnością. Choć powieść nie jest długa, czytelnik się nią delektuje – smakując jedyny w swoim rodzaju styl pisarza, zadając sobie nieskończenie wiele pytań, szukają odpowiedzi o istotę miłości, o istotę ludzkiego życia.

To książka poruszająca. Do niespiesznego czytania, przy dużym kubku zielonej herbaty albo kieliszku dobrego czerwonego wina. Dla wszystkich, których fascynuje Japonia, bo znajdą w niej echa japońskiej kultury i światopoglądu. Dla miłośników stylu Murakamiego. I dla tych, którzy szukają dobrej lektury, idealnej na wieczory owinięte marcową aurą…

Moja ocena: 9/10.
Wydawnictwo: Amber. Ilość stron: 231. Tłumaczyła: Aldona Możdżyńska.

Czytałam w ramach wyzwań:
- #WB2017; W KRAJU KWITNĄCEJ WIŚNI
- Pod hasłem (motyw lutowy: tytuł na pierwsza literę nazwiska)

- WyPożyczone (egzemplarz z biblioteki)

2 komentarze:

  1. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam chyba nic Murakamiego. Natomiast moja Przyjaciółka śledzi chyba wszystkie Jego powieści. To niesamowite, jak jedno spotkanie, drobne wydarzenie, niby nieznacząca nic decyzja potrafi wstrząsnąć ludzkim życiem. Sama doświadczyłam czegoś takiego, rzuciłam wszystko i postawiłam na konkretną kartę i wygrałam. Jednak ja nie podejmowałam wielkiego ryzyka, a raczej walczyłam sama ze sobą, przełamywałam swoje lęki i przyzwyczajenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto postawić na jedną kartę;) Czasem... różnie to bywa... A Murakamiego polecam. Warto przeczytać choćby ejdną powiesć, żeby poznac styl;)

      Usuń