piątek, 7 kwietnia 2017

Bez korzeni i bez poczucia przynależności człowiek istnieje tylko częściowo – „Tajemnice Luizy Bein” Renaty Kosin


Książki Renaty Kosin kusiły mnie od dawna, jakoś tylko czasu nie było czy okazji. Dopiero teraz, kiedy światło dzienne ujrzała przepiękna okładka najnowszej powieści autorki  o intrygującym, przynajmniej mnie tytule „Tatarka” (premiera jakoś w maju), postanowiłam zerknąć, co akurat dostępnego jest w bibliotece. Była książka pod tytułem „Tajemnice Luizy Bein”. Zamówiłam, przeczytałam. Zakochałam się w twórczości autorki.



„Przekonywał, że dzięki tej wiedzy przetrwa ich tożsamość. Że znając swoje korzenie, zachowa poczucie przynależności, które przekaże własnym dzieciom.”


Uwielbiam książki, w których akcja polega na odkrywaniu tajemnic z przeszłości. Pociągają mnie fabuły, gdzie bohaterowie szukają kolejnych wskazówek, próbują rozwiązać kolejne zagadki po to, by odkryć prawdę o swoich przodkach, a jednocześnie muszą stawić czoła swoim współczesnym problemom. Taka jest powieść „Tajemnice Luizy Bein”. Gdy podczas prac archeologicznych zostają znalezione szczątki kobiety pochowanej niegdyś w niezwykłej koronie odżywa pamięć o legendarnej Luizie Bein. Tyle tylko, że… obok kobiety pochowane zostało dziecko. Jej dziecko, jak się okazuje. A przecież jej jedyny syn zmarł dopiero niedawno, w podeszłym wieku, pozostawiając po sobie syna i wnuka. Jak to wytłumaczyć?

Rozwiązaniem zagadki postanawia zająć się młoda dziennikarka, Klara, która… sama jest mocno zaangażowana w historię, bo jej rodzina i rodzina Luizy Bein w przeszłości były ze sobą związane. Poszukiwania prawdy prowadzą ją do Szwajcarii, gdzie poznaje jednego z potomków Luizy. To właśnie z nim Klara odkrywa coraz to nowe tajemnice tak długo skrywane przez jego i swoją rodzinę. Rozwiązanie zagadki okazuje się niezwykle ciekawe, ale też niebezpieczne. A rozwiązanie… zaskakuje!

„Przestrzeń, którą człowiek wokół siebie tworzy, mówi wiele o nim samym”


Ta książka mnie wciągnęła. Autorka miała niesamowity pomysł. Utkała intrygę, która nawiązywała do historii kultury i historii kraju oraz regionu. Wiem, że nie każdy lubi tego typu historie.  Ja uwielbiam, więc pewno dlatego powieść  „Tajemnice Luizy Bein” tak bardzo przypadła mi do gustu. No i jeszcze opisy szwajcarskich krajobrazów, które sprawiają, że chce się tam jechać, choć przecież Szwajcarii nie było w moich podróżniczych planach. I oczywiście Mazury – jakby wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że czas znów odwiedzić ten przepiękny, magiczny rejon Polski…

„Tajemnice Luizy Bein” polecam każdemu, kto lubi powieści z tajemnicą z przeszłości w tle. Taki miks obyczaju i sensacji. I jeszcze miłośnikom książek o Mazurach. I pozycji w stylu Dana Browna, choć u Kosin mniej jest sensacji, a więcej wątków obyczajowych…

Kiedy skończyłam czytać, zorientowałam się, że książka ma kontynuację. Już wypożyczyłam. Niedługo więc możecie spodziewać się opinii o „Kołysance dla Rosalie”…

Moja ocena: 9/10.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, ilość stron: 520.

Czytałam w ramach wyzwania WyPożyczone.

2 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że zaciekawiłaś mnie swoją recenzją:) Lubię książki w klimacie Dana Browna i chętnie sięgam po polskich autorów, Mazury, Polska i tajemnica z przeszłości? Brzmi jak dobra zabawa! Z chęcią sprawdzę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zdecydowanie dla mnie, jak bardzo lubię się zagłębiać w takie poznawania przeszłości, kiedy jedno zdjęcie, kartka z pamiętnika, przedmiot z duszą, niespodziewane odkrycie, potrafią wyzwolić chęć poznania towarzyszących mu historii. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń