wtorek, 21 lutego 2017

Na miłość nie ma reguły – „Garść pierników, szczypta miłości Natalii Sońskiej

O tej autorce słyszałam (czytałam) wiele dobrego. Każda jej kolejna książka zachwyca okładką, ale przede wszystkim zdobywa rzesze fanek wśród czytelniczek. A że po lekturze pozycji dość ciężkich, trudnych i raczej mało optymistycznych („Ukryta róża” i „Rewers”) miałam ochotę na coś lekkiego, postanowiłam sprawdzić, czy Natalia Sońska rzeczywiście zasługuje na tyle pochwał…



„Ludzką rzeczą jest się załamać, to naturalna konsekwencja posiadania uczuć. Najważniejsze, w jaki sposób, i czy w ogóle, potrafimy radzić sobie z problemami.”


„Garść pierników, szczypta miłości” to historia Hani, która swoją niedocenianą pracę w piśmie modowym próbuje połączyć z dość skomplikowaną sytuacją prywatną (były facet jest jej szefem, na dodatek mężem redaktorki naczelnej – bezpośredniej przełożonej Hani, na dodatek ów były facet, obecny szef właśnie chciałby odnowić znajomość i to niekoniecznie na stopie tylko przyjacielskiej). Tymczasem w życiu Hani pojawiają się kolejni mężczyźni – przystojny, przebojowy fotograf i równie przystojny, choć na początku sprawiający wrażenie raczej wyniosłego  nieprzyjemnego właściciel agencji reklamowej.

Dalej już mamy historię trochę jak z popularnego serialu – on przebojem wkracza w jego życie, ona powoli potem mamy do czynienia z jednym, drugim, trzecim nieporozumieniem, sytuacja z powodu niechęci do jej wyjaśniania staje się mało przyjemna, potem znów się godzą, na koniec jeszcze taki punkt kulminacyjny, który trochę miesza, ale w rezultacie… No nie jest trudno domyślić się zakończenia... Tym bardziej, że to wszystko dzieje się na tle bożonarodzeniowej sielanki.

„Los często jest łaskawy i nasza głowa w tym, by umieć prezenty od losu zauważać, doceniać i pielęgnować w odpowiedni sposób.”

Czytając książkę miałam nieodparte wrażenie, że właśnie oglądam kilka kolejnych odcinków serialu w stylu „barw szczęścia” czy „M jak miłość”. Tak, ta powieść jest nieco naiwna, tak, jest przewidywalna, miejscami banalna, a bohaterka potrafi człowieka zdenerwować swoim podejmowaniem idiotycznych decyzji. A jednak czyta się przyjemnie, szybko. To chyba idealna książka, by chwilę odetchnąć od trudniejszych tematów, by po prostu zrelaksować się przy kubku dobrej kawy albo zielonej herbaty, która bohaterka z taką ochotą pije.

Daleka jestem od wygłaszania zachwytów nad tą powieścią, bo wiele mnie w niej denerwowało – ot choćby ślizganie się po całej historii, bez większego wgryzania się w psychologię bohaterów czy wprowadzenie wątku Daniela-fotografa i zdjęć, które Hani wykonał – ten watek pojawił się i… urwał. Wiem, że Daniel pojawi się w kolejnej książce Natalii Sońskiej, po która z pewnością sięgnę, żeby tym razem poczytać o Kindze, ale jednak brakowało mi jakiegoś zamknięcia fotograficznego motywu…

Wiem jednak, że powieść „Garść pierników, szczypta miłości” może poprawić humor. To w gruncie rzeczy taka lekka historia miłosna z kilkoma ważnymi myślami wplecionymi w tekst. Nie jest to arcydzieło, ale chyba nie powstała po to, by aspirować do najważniejszych literackich nagród. To raczej książka napisana po to, by ją czytano. Po prostu.

Moja ocena: 7/10 (i ogromny plus za okładkę, urzekła mnie po prostu).

Wydawnictwo: Czwarta Strona. Ilość stron: 364.

Czytałam w ramach wyzwań:
- WyPożyczne (egzemplarz z biblioteki)
- Cztery pory roku – zimowe skarpety, ciepły napój i pierniczki
- Łów slów - cząstka MI
- Wyzwanie 2017 – kategoria JEDZENIE (pierniki)

2 komentarze:

  1. Nie lubię ślizgania się po historii, ale ta powieść mnie kusi od początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Mnie skusiła okładką, nie jest to arcydzieło, ale nie załuję, ze przeczytałam;)

      Usuń