piątek, 24 marca 2017

Zbyt wiele niedopowiedzeń kieruje naszym życiem - "Mniej złości, więcej miłości" Natalii Sońskiej


Zaintrygowana tym, jak potoczy się życie bohaterek poprzedniej książki Natalii Sońskiej, sięgnęłam po kolejną pozycję, jaka wyszła spod pióra tej niezwykle młodej autorki. Tym bardziej, że znów zachwyciła mnie okładka – tym razem taka lekka, wiosenna, dająca obietnicę lekkiej i przyjemnej lektury. I wiecie, co? O ile poprzednia powieść mnie troszkę rozczarowała, o tyle ta jest już o wiele, lepsza. Co prawda daleka jestem od zachwycania się nią, ale jestem zadowolona, że po nią sięgnęłam.
 

„Pozory mylą do bólu, a zbyt starannie ukryta tajemnica może całkowicie zmienić niejedno życie.”

„Mniej złości, więcej miłości” to książka opisująca dalsze losy Hani i jej przyjaciółki Kingi. Tym razem autorka skupiła się głównie na tej drugiej postaci, która w powieści „Garść pierników, szczypta miłości” pełniła rolę drugoplanową. Znów mamy do czynienia z miłosnymi zawirowaniami, a Kinga musi stawić czoła sytuacjom, które wydają się ją przerastać. Jednak tym razem nie jest to książka „o niczym”. Autorka wprowadziła tu kilka intrygujących wątków. Pierwszy to odkrywanie tajemnicy z przeszłości – coś, co wprost uwielbiam! Druga sprawa to wątek kryminalny. Wciąż nie jestem przekonana, czy takie miksy gatunkowe są dobre. Wciąż w pamięci mam książki Katarzyny Michalak, w której pomieszanie powieści obyczajowo-romansowej z wątkami sensacyjnymi nie było najlepszym pomysłem i skutecznie zniechęciło mnie do sięgania po kolejne książki autorki. Tym razem jednak jest inaczej.

Kindze wydaje się, że w końcu odnalazła szczęście u boku przystojnego i przebojowego fotografa. Niestety okazuje się, że ten nie stanął na wysokości zadania, gdy musiał zareagować jak prawdziwy facet. Tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy Kingi. Tyle, że… pozory mylą. Tym razem bardzo mylą. I stają się przyczyną wielu nieporozumień, które tym razem wcale nie kończą się dobrze!

Sońska wprowadza też parę nowych bohaterów – niezwykle ekscentryczną dziewczynę, która w redakcji „Pearl” zajmuje miejsce Hani i jej brata policjanta. I coś czuję, że o Kamilu jeszcze przeczytamy w kontynuacji tej historii, która właśnie się ukazała.

„Wiesz, do tej pory byłam pewna, że takie historie zdarzają się tylko w niedorzecznych serialach. Nigdy też nie przypuszczałam , że przyjdzie mi grać w jednym z nich, choć nawet nie zgłaszałam się na casting.”

Poprzednią książkę Natalii Sońskiej porównałam do serialu, takiego typowego tasiemca, polskiej telenoweli w stylu „Klanu” czy „M jak Miłość”. To porównanie w przypadku książki „Mniej złości, więcej miłości” wciąż jest żywe. Choć tym razem już coś się dzieje. Te wątki kryminalne, te historie sprzed lat – dodają całej historii smaczku i sprawiają, że naprawdę wciąga czytelnika. I choć wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niektóre spostrzeżenia autorki są dość naiwne, że wciąż czerpie, może mimowolnie, inspirację nie tylko z życia, ale właśnie z takich popularnych seriali, to myślę, że Sońska ma potencjał. Wierzę, że każda kolejna pozycja będzie jeszcze lepsza. Choćby dlatego, że ta młodziutka autorka nabywa doświadczenia. Pisarskiego i życiowego.

Kiedy czytałam tę książkę tak sobie myślałam, że żeby stworzyć wiarygodną historię potrzeba jednak pewnej wiedzy o życiu. Nie wystarczy obserwacja, choć ta w pracy pisarskiej jest niewątpliwie potrzebna. A jednak im więcej samemu się przeżyło, im więcej historii w swoim otoczeniu można było zaobserwować, tym lepiej tworzy się własnych bohaterów i wymyśla prawdopodobne historie… Być może się mylę. Na pewno nie chcę zarzucać autorce, że jest zbyt młoda, by pisać i naprawdę trzymam kciuki za jej rozwój jej pisarskiej kariery. A jednak mam wrażenie, że i w treści książki i w samym stylu pisania przebija jakaś młodzieńcza naiwność, mnie, choć jestem starsza jedynie o dekadę, trochę irytująca…

Daleka jestem od odradzania tej lektury komukolwiek. O ile o „Garści pierników, szczypcie miłości” mogłabym powiedzieć, że nie odradzam, nie namawiam, o tyle o tej lekturze mogę powiedzieć, że jest idealna, gdy ktoś szuka jakiegoś lekkiego, przyjemnego przerywnika. Choć… zakończenie w tym przypadku może nieco zaskoczyć i… kurczę, nie mogę powiedzieć nic więcej, lepiej przeczytajcie sami! Warto czytać po kolei, a więc najpierw „Garśc pierników” potem „Mniej złości.” Jednak myślę, że można zacząć od tej drugiej, tylko dlatego, by nie zrazić się do stylu autorki. Bo „Mniej złości, więcej miłości” na pewno jest lepsza.

Moja ocena: 8/10.
Wydawnictwo Czwarta Strona, ilość stron: 322. Duży plus za piękną okładkę!

Czytałam w ramach wyzwań:
- Cztery pory roku – WIOSNA

- Łów słów – MniEJ złości, więcEJ miłości.
- WyPożyczone - egzemplarz z biblioteki

7 komentarzy:

  1. Nie znam jeszcze twórczości autorki, ale jedno jest pewne. Wszystkie okładki jej książek są po prostu cudowne :-) I wszystkie chciałabym przeczytać książki, nie okładki ;-)) . Mam nadzieje, ze w tym roku uda mi się nadrobić zaległości :-)


    Pozdrawiam, Ania
    (ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okłądki sa zachwycające! Toone sprawiły, ze sięgnęłam po te książki. I o ile po pierwszej byłam lekko rozczarowana, o tyle teraz już się cieszę. I bardzo jestem ciekawa, co stanie się w kolejnej!

      Usuń
  2. Książki Natalii czytam w ciemno, dlatego cieszę się, że na mojej półce niedawno zagościła kontynuacja "Mniej złości, więcej miłości" :) Słyszałam, że jest równie dobra jak poprzednia, o ile nie lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka jest już na mojej liście do przeczytania, ale chyba będę musiała ją przeczytać niedługo. Bardzo zaintrygowały mnie cytaty.
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze zaintrygowałam i życzę przyjemnej lektury;)

      Usuń
  4. Nie czytam na razie recenzji, by przypadkiem nie dowiedzieć się o czymś przedwcześnie.
    Mam dopiero za sobą pierwszą część...

    OdpowiedzUsuń